W trakcie zapoznawania się ze świątecznymi prezentami Marysia robi nagle smutną minę. Nowa, gadająca, interaktywna lala ląduje na ziemi.piątek, grudnia 28, 2007
Model 2+1
W trakcie zapoznawania się ze świątecznymi prezentami Marysia robi nagle smutną minę. Nowa, gadająca, interaktywna lala ląduje na ziemi.- Mamo! Ale ja nie mogę się opiekować drugą dzidzią, bo ja już się jedną opiekuję...
Tak. I właśnie takie są początki demograficznej klęski, która dotknie ten naród za lat dwadzieścia.
niedziela, grudnia 23, 2007
Ambasadorowie
Stosunki między siostrami ulegają z biegiem czasu stopniowemu pogorszeniu. To ponoć naturalne na ich etapie życia, więc aż tak się tym nie przejmujemy, pilnując jedynie, by sie nie pozabijały. Do tego między kolejnymi awanturami są i okresy pokoju.A do pokoju dochodzi mniej więcej tak:
- Przepraszam Marysiu.
- Przepraszam Haniu. Ale nie będziesz już brać mojej dzidzi?
- Dobrze. Ale pod jednym warunkiem. Że ty nie będziesz burzyć mojego domku dla Gapcia.
- Dobrze. Ale pod warunkiem, że nie będziesz psuć moich zabawek.
- Zgoda, ale pod warunkiem, że nie będziesz układać moich puzzli.
- Dobrze. Pod warunkiem, że już nie będziesz mnie biła.
- Dobrze, ale pod warunkiem...
Uwierzcie. Negocjacje na unijnym szczycie to przy tym betka.
poniedziałek, grudnia 17, 2007
Porządek rzeczy
- Zakładajcie buty! Nie mamy czasu! Na pewno się spóźnimy!
Po krótkiej krzątaninie słychać z przedpokoju następującą wymianę zdań:
- Ale ja nie umiem założyć butów!! - to Marysia. Z żalem.
- A co to mamę może obchodzić? Mamę nic nie obchodzi. Tylko nasze zdrowie!
No to przynajmniej kwestie pryncypiów mamy z głowy.
czwartek, grudnia 13, 2007
Przewodnik stada
Była więc taka akcja:Nasz kotek sympatyczny dopadł mysz. I jak to kotek po krótkiej i brutalnej zabawie rozpoczął myszy tej konsumpcję. Wszystko to na oczach dzieci.
Hania zaczęła wrzeszczeć i płakać i w ogóle dostała histerii.
Marysia zaś postanowiła kotka wychować. Poinformowała go ze spokojem w głosie, że niedobry jest kotek i że w domu najważniejsza jest mama. Nie do końca wiadomo, co miała na myśli ustalając tę hierarchię - może, żeby się kotek nie zabrał aby czasem za konsumowanie mamy? Nieważne.
Ważne, że na te słowa histeria Hani zgasła jak spadająca gwiazdka. Przestała ryczeć i stwierdziła po krótkim, trzysekundowym milczeniu, że najważniejszy jest tata...
Nim rzeczony tata zdążył jednak pęknąć z dumy, czy też chrząknąć znacząco do mamy, czy też zrobić cokolwiek - Hania zmieniła zdanie i oświadczyła: "to znaczy nie, w domu najważniejsza jest Hania...".
Ten rodzinny wyścig szczurów zakończył wyraźnie zdegustowany kotek, wypluwszy zaduszoną myszkę na trawę. Następnie z godnością machnął nam ogonem udając się na dalsze łowy.
poniedziałek, grudnia 03, 2007
Zły dzień
sobota, listopada 24, 2007
Post podwójny
W natłoku życiowych problemów nie zauważyłem, że dwa razy opisuję ten sam temat. Powstały, w różnych okresach, dwie notki, opisujące to samo. oprócz niewątpliwych walorów literackich obu, będzie więc jeszcze bonus, wynikający z zabawy w porównywanie...
czwartek, listopada 15, 2007
She's beautifull
Rodzinne przyjęcie. Dorośli przy stole. Dzieci w okolicy, nudzą się, orbitując dookoła stołu. Wymyślamy im więc różne zajęcia.Jedna z kolejnych zabaw to malowanie buziek. Marysia jest tygryskiem a Hania jakimś bliżej niezidentyfikowanym stworkiem.
Tygrysek podchodzi kolejno do każdego i przeraźliwym "Hrrrrr" przyprawia nas o palpitację serca. Przerażenie u dorosłych wprawia Marię w doskonały humor. Głośno się śmieje po każdej udanej akcji.
Tę świetną zabawę z zazdrością obserwuje Hania. W końcu podchodzi do Edyty i szepce konfidencjonalnym tonem:
- Mamo. Musisz mi dać prześcieradło.- A po co?
- Bo ja jestem za piękna i nikt by się nie wystraszył...
sobota, października 27, 2007
Sado maho?
Wezwani pod groźbą grzywny, stawiliśmy się z Hanią w naszej znienawidzonej przychodni. Na szczepienie - tężec, Heinego-Medina i takie tam. Edyta pamiętała z własnych doświadczeń, że pije się jakieś świństwo i z głowy.
W poczekalni tłum. Szum, płacz, pokrzykiwania zdenerwowanych rodziców. Wezwali chyba połowę wałbrzyskich pięciolatków. Za drzwiami, za którymi znikają kolejne przedszkolaki odbywają się jakieś dantejskie sceny. Piski, krzyki, płacze, wołania o pomoc. Potem drzwi się otwierają. Wychodzą przez nie dzieciaczki roztrzęsione, sponiewierane, z żalem w spoconych oczach. Za nimi umęczeni rodzice. Dziwne. Pewnie to jakieś inne szczepienia.
Cisza...
Cisza...
Cisza...
Tata zaczyna gryźć palce ze zdenerwowania. Zostawione pod jego opieką tamagotchi cichutko popłakuje. STRACH.
Potem wychodzi Hania. Na odsłoniętych ramionach, z obu stron, plastry. O Jezu! Nie było kielonka tylko zastrzyk. Dwa zastrzyki!! Ale co to? Hania idzie zadowolona, rozgląda się, nieco zadziwiona, po spłakanych rówieśnikach.
- Mamo. Ale fajnie było, nie?
piątek, października 19, 2007
Karna kompania
- Kilka. Czemu pytasz?
- Mamo! Bo ja w przedszkolu mam tylko jedną!
Normalnie obóz pracy, no.
czwartek, października 11, 2007
Nowe porządki
Lubi mieć wszystko uporządkowane i poukładane.
Jak gdzieś jest otwarta szuflada, to ją zamknie.
Jak gdzieś coś się rozsypie, to pozbiera.
Jak jej się coś wysmyknie z rąk, to płacze ze złości i żalu, że się zrobił bałagan.
Zupełne przeciwieństwo starszej siostry, która gdzie stanie, tam robi bałagan. Jak się okazuje, być może będzie musiała to sobie jeszcze raz przemyśleć. W trudnym zadaniu uczenia Hani porządku rodziców wspiera bowiem Marysia.
Zaczęła od rzeczy podstawowej po powrocie z podwórka:
- Hanka!! Oślałaś!? Bludne buty!?
Tak tak, Haniu. Koniec z wbieganiem do kuchni prosto z pola. Normalnie koniec.
poniedziałek, października 01, 2007
Patologiczna rodzinka wybywa z domu
To był czwarty kilometr. Hanię bolała otarta na pięcie noga. Szła więc z butem zsuniętym, tak jakby w klapku, z przydepniętą cholewką. Skręciliśmy akurat w złym kierunku, schodząc ze Starego Książa w kierunku Pełcznicy. Przewodnik stada zorientował się pierwszy i zatrzymał rozglądając czujnie. Było lekko pod górkę. Hania zatrzymała się za nim nagle, wykonując jednocześnie obrót w stronę mamy. But oczywiście zsunął się jej ze stopy. Uniosła więc odruchowo bosą nogę i straciła równowagę. Chwyciła się mamy i pochyliła, by sięgnąć po obuwie. Wybita z rytmu mama zachwiała się lekko i odruchowo chwyciła mocniej prowadzoną za rękę Marysię, która pod górkę może tylko iść, bo jak stanie, zaczyna staczać się w dół. Aby chwycić ją pewnie, również nieco się pochyliła. Hania pochwyciła but ale chyba ją przeważył. Żeby utrzymać równowagę machnęła drugą ręką, którą trzymała się dotąd mamy. Palcami trafiła w okulary mamy, nieco je przekrzywiając. To był czwarty kilometr i trzecia godzina. Mama była już u kresu wytrzymałości.- K.... mać! – rzuciła z pasją.
- Mama powiedziała k.... mać! – potwierdziła Marysia z takim jakby zaskoczonym uśmiechem.
- Marysiu! Dzieciom nie wolno mówić k.... mać – skarciła ją natychmiast Hania.
- K.... mać! – nikt nie będzie Marysi mówić co wolno a co nie. A już szczególnie Hania.
Edyta poprawiła tylko okulary i wszyscy ruszyli w kierunku wskazanym przez dziwnie poczerwieniałego przewodnika. Dobrze, że to las był i ścieżka pusta.
poniedziałek, września 24, 2007
Humor sytuacyjny
Marysia ma to do siebie, że podróżując popołudniem samochodem, lubi przysnąć. Jest to o tyle kłopotliwe, że potem wieczorem spać nie chce... Najlepszym lekarstwem na to jest rozśmieszyć ją do łez. Nieważne jakim sposobem.

Jedziemy więc sobie całą rodzinką, jest popołudnie. Mama stroi miny i coś tam gulga do Marii. Ta zaś wręcz zanosi się śmiechem.
I na to wypala Hania:- Mamo?! A czemu Marysia się śmieje a ja się nie śmieję?
- Eee...
Właściwie jak tu w kilku słowach streścić pojęcie poczucia humoru i tego, że w różnym wieku śmieszą nas różne rzeczy i że w ogóle różnych ludzi co innego śmieszy i że... eh.
sobota, września 15, 2007
Dwa lata
Prawie dokładnie w drugą rocznicę założenia tego fotobloga przeczytałem artykuł. Nie, żeby było to coś nadzwyczajnego u mnie, ale tym razem artykuł był o blogach właśnie. Autor wywodził, że osobnicy piszący blogi, to nie tylko, jak mogłoby się wydawać, jakieś teens'y bez wyrobionego gustu i ortografii, ale w większości prawdziwa elita. Dobrze wykształceni, dobrze zarobkujący, inteligentni, oczytani, spostrzegawczy. Nieprzeciętni. Idealny wprost target dla różnego rodzaju marketingowców... No słysząc takie komplementa serce rośnie. Nic - tylko pisać. A może z czasem i jakaś reklama się wypnie, co? Państwo marketingowcy? Wiem, wiem. O kasie też tam było napisane - że liczyć na nią mogą tylko tzw. gwiazdy. Minimum ileś tam tysięcy odsłon miesięcznie.
To nam na razie nie grozi - jest co prawda poprawa - nawet do kilkunastu wejść miesięcznie. Ale gdzie tam mowa o gwiazdorstwie. Blog nie zaginie jednak, bowiem jego pisanie to przede wszystkim wielka frajda.
A następny post to będzie już okrągła 100.
niedziela, września 09, 2007
I kto tu rządzi?
Od: Rutecka, AgnieszkaWysłano: 7 września 2007 11:44
Do: Zając, Jarosław
Temat: ?
Hej
i jak dzieciaki w przedszkolu?
Od: Zając, Jarosław
Wysłano: 7 września 2007 13:58
Do: Rutecka, Agnieszka
Temat: ODP: ?
Póki co spoko.
Nie licząc drugiego dnia w którym Marysia odmówiła współpracy w zakresie wykonywania podstawowych czynności fizjologicznych. W rezultacie spanikowane przedszkolanki zadzwoniły do tatusia. Tatuś w ekspresowym tempie opuścił stanowisko pracy, w 20 minut przebił się przez miasto i wpadł do przedszkola.
W przedszkolu następnie przez 30 minut doprowadzał dziecko do stanu używalności ze stanu, za przeproszeniem, totalnego obesrania.
Marysia, jak już pokazała, kto tutaj rządzi, w następnych dniach odstąpiła od protestu i obecnie nie ma problemów z załatwianiem czegokolwiek...
U ciebie też ciekawie?
poniedziałek, września 03, 2007
Kolega wielkoluda
W jednym z prezentów towarzyszących (to takie dawane Marysi przy okazji urodzin Hani), pod strzechę trafiła gra "Zagadki Smoka Obiboka". Pomijając durnowatą nazwę sama gierka okazała się fajna. Na karteczkach są takie rysunki a każdy opisany wierszykiem.Okazuje się, że te gry rzeczywiście rozwijają - poznaliśmy zdolność Hani do słowotwórstwa. Przy obrazku węgorza, nie znając właściwej nazwy, bez zająknięcia wypaliła:
- Łatwe! To długolud!Rzeczywiście. Łatwizna.
środa, sierpnia 29, 2007
Morski chrzest
Był to pierwszy raz od wielu lat (a dla dziewczynek w ogóle pierwszy w życiu), dlatego zapomnieliśmy o atrakcjach, jakie nas czekają.
I tak: woda w morzu zimna jak szlag, w wodzie meduzy a wieje tak, że nawet w słoneczny dzień ma się gęsią skórkę. Plaży nie sprząta nikt, ratownicy zaś to pojęcie wyłącznie wirtualne. Ceny kosmiczne. Z lewej na kocu dwa kaszaloty, którym wszystko przeszkadza. Z prawej towarzystwo z IQ wyraźnie poniżej normy, używające normalnych wyrazów ze słownika tylko w formie przerywników – reszta to bluzgi – przed południem wszyscy są już pijani. W barach siedzą sobie gangsterzy – strach słuchać tego, co sobie opowiadają. Zapchane parkingi, ryby paskudne w smaku a gofry tekturowe. Syf, kiła i mogiła.
W przyszłym roku też pojedziemy nad morze. Bo normalnie super było. SUPER!
czwartek, lipca 26, 2007
Tato, z zoologii pała!
piątek, lipca 20, 2007
Królowa kortów
Na pewno znacie takie rakietki dla dzieci, którymi odbija się gąbkową piłkę? Ta gąbka to taka z tych twardszych jest przy tym...Babcia Natalia wspierając nas w remoncie stulecia opiekowała się czasami dziećmi i w czasie, gdy deszcz nie lał się z nieba, chodziła z nimi do ogrodu. W ogrodzie zaś były rakietki.
Któregoś razu Hania mistrzowskim backhandem umieściła gąbczastą piłkę prosto w oczodole babci. W trakcie udzielania pierwszej pomocy, babcia pyta Hanię (dla rozładowania stresu):
- Nie mam przypadkiem lima?Hania uważnie obserwuje twarz babci. Z lewej. Z prawej. Znów z lewej...
- Wiesz co babciu. Ja się na tym nie znam.
Od razu widać, że rodzina niepatologiczna jest. Lima występują u nas nader rzadko a jeśli już to i tak raczej z przyczyn naturalnych niż społecznych.
wtorek, lipca 10, 2007
Dyplomatyczny kryzys
- Oć Pawełku. Do nas oć.
Dziewczyny zaczynają sprowadzać sobie facetów. Pierwszy jest sąsiad zza nieistniejącego płotu. Lat 3,5. Brak płotu, nie ma co ukrywać, znacząco ułatwia wymianę kulturalną. Choć są i problemy...
- Pawełku. Trzeba ściągnąć buty!
- Ale mi babcia nie pozwala ściągać butów.
Hę?- Mamo! Mamo! Czy Pawełek może wejść w butach?
- Nie, Haniu. Jeśli chce wejść, musi zdjąć buty.
- Ale jemu nie wolno!- Trudno. Jeśli chce być naszym gościem, musi się dostosować do naszych zasad.
Hania wraca do przedpokoju i oznajmia ponurym tonem:- Pawełku. W naszym domu jest taka zasada, że się ściąga buty.
- Ale mi babcia...Dobra, to już było. Ostatecznie pan ambasador z sąsiedniego domu zostaje odwołany na konsultacje do ojczyzny i jak na razie wizyta nie doszła jeszcze do skutku.
O czym donosi dziwnie zadowolony tatuś.
piątek, czerwca 29, 2007
Fucking desc
Kiedy na scenę wychodziło Genesis, kiedy już pierwszy kawałek wybrzmiał a Collins przywitał się z publicznością i obraził deszcz, pod Strzegomiem zginęła Basia. Kiedy ja skakałem razem z innymi, zmokniętymi ludźmi, jej mąż walczył o życie w wiejskim szpitalu.Trudno uwierzyć, że to się przydarzyło właśnie jej, tej, która zawsze przypominała kierowcom o ostrożnej jeździe, bo ona do dzieci musi wrócić. Jak to tak? Tutaj stadion pełen muzyki a tu śmierć na drodze? Jak?
Kronika policyjna z dnia 21 czerwca 2007r.: "Kierujący samochodem Opel Astra lat 49 podczas wyprzedzania nie zachował należytej ostrożności i zderzył się czołowo z jadącym z przeciwka samochodem ciężarowym marki Lexus. W wyniku zderzenia pasażerka Opla lat 46 poniosła śmierć na miejscu."
wtorek, czerwca 19, 2007
Samoocena
poniedziałek, czerwca 18, 2007
Kolorowa prasa
środa, czerwca 06, 2007
"Rób to co ja..."
W piątym tygodniu remontu Edyta wezwała szefa ekipy budowlanej na poważną rozmowę. Był wieczór. Pomyte dzieci zaległy na naszych rękach, bo podłogi brudne i trzeba by je jeszcze raz myć.

Rozmowa była istotnie poważna i prowadzona stosownym do sytuacji tonem. Marysi na ten przykład włączył się odruch alarmowy. Bezbłędnie wyczuwając matczyny nastrój rozpoczęła strojenie swoich asekuracyjnych uśmiechów, upewniając się, czy aby nadal ją kochamy i przekonując świat o tym, że ona sama nie ma sobie nic do zarzucenia.
Hania zaś niby się nie przejęła. Tylko co jakiś czas spoglądała to na mamę, to na budowlańca. Niby nic.

Po rozmowie dzieci poszły się usypiać z mamą. Hania ułożyła się na wznak na łóżku, wielkie oczy skierowała ku sufitowi. Zamyśliła się. A potem rzekła:
- Mamo! Powiedz to jeszcze raz!Uważaj tato. W konkursie na idola straciłeś właśnie jakieś dwieście tysięcy punktów.
poniedziałek, maja 07, 2007
Rewia mody
Chyba każdy wie, jak ubierać się na balet? No właśnie. Jakaś bluzeczka, baletki, spódniczka. No i rajtuzy oczywiście.Siedzimy sobie na korytarzu czekając, aż pierwsza grupa skończy swoje zajęcia. Warunki są siermiężne, jak to w domu kultury - dzieci przebierają się pod drzwiami sali. Wtem słychać sceniczny szept Hani:
- Tato...zobacz...ta dziewczynka ma takie same rajtuzy jak ja...
Niepojęte. Że też kobiety w ogóle zauważają takie rzeczy.
poniedziałek, kwietnia 16, 2007
Drugi etat potrzebny od zaraz
- Tato...
- Tak?
Hania poznała właśnie wspaniałą ideę skarbonki.
- A co, masz za mało?
- Tak. Mam mało.
- A chciałabyś więcej?
- Tak...- Wiesz Haniu, tatuś też chciałby mieć więcej pieniążków...
- To tato - zarabiaj!
wtorek, kwietnia 10, 2007
Uwaga, uwaga! Nadzchodzi!
Kiedy cotygodniowe zakupy w markecie zaczęły nas męczyć, kiedy każda wizyta po pięciu minutach zmieniała się w koncert życzeń, a następnie w lament, że życzeń tych nie chcemy spełniać - podjęliśmy decyzję, że przestajemy zabierać dzieci ze sobą. W szczególności zaś Hanię.Dzięki uprzejmości dziadków i cioci Ani mogliśmy w końcu w świętym spokoju pomykać między półkami.
Ale ostatniego wieczoru wszystko się skończyło:
- Mamo? Coś ostatnio dawno na zakupy nie jeździliśmy...
Drżyjcie działy z zabawkami. Hania powraca.
środa, kwietnia 04, 2007
W niebie nie mają telefonów
Kiedy odchodzą ludzie z naszego rocznika, zaczynamy się zastanawiać - a gdyby nas to spotkało? Kiedy po ciężkiej chorobie umiera młody człowiek, jesteśmy co najmniej zakłopotani. Jak to tak? Przecież to nie tak zostało poukładane. Co powiedzieć dzieciom? Że poszedł do nieba? Niebo to dla dzieci tylko jeszcze jedna nazwa, miejsce równie obce jak szpital. A skoro dzwoniły do szpitala by porozmawiać z nieobecnym tatą, to dlaczego do nieba zadzwonić już nie można? Co powiecie dzieciom, gdy zapytają o numer telefonu do nieba?Grzegorz Gileta (1975 - 2007)
poniedziałek, marca 26, 2007
Wiadomości sportowe
Zaczęła się wiosna roku 2007.
Pierwszego dnia wiosny spławiliśmy Marzannę, która ochoczo popłynęła do morza, żegnana płaczem Marysi:
- Nie ma Maźany! Gdzie jest Maźana?- Popłynęła, Marysiu. Do morza.
- Do moźa?! A dlaćego do moźa?! Buuuuuu!!!
Kilka dni potem był zaś wspaniały, sportowy weekend, kiedy Małysz wygrał trzy konkursy z rzędu i zdobył puchar świata, kiedy nasi wygrali 5:0 w nogę. Kiedy w końcu Otylia pirat drogowy popłynęła po srebrny medal mistrzostw świata.
W tej atmosferze siedzimy sobie, tata z Marysią, niedzielnym wieczorkiem i oglądamy sportowe wiadomości.
- Tata! Małyś. Małyś.

Pokazują jak skacze.
- Nie upadnie?
- Nie. Wyląduje.
- Wyląduje?
- Tak.
- Tata! Znów Małyś.
Pokazują jak płacze.
- Płaće.
- Cieszy się.
- Nie. Płaće.
- Tata. Tata. Małyś.
Pokazują jak podnosi kryształową kulę.
- Tata, a co to?
Pokazują Otylię.
- To Otylia. Pływa. Bardzo szybko pływa.
- Pływa?
- Tak. Pływa.
- Jak Maźana?
Rok temu paliliśmy kukłę i było źle. W tym roku humanitarnie popłynęła więc sobie na wycieczkę i też jest trauma. Może to jednak istotnie głupi zwyczaj?
piątek, marca 23, 2007
Ulubieńcy fortuny
Babcia Natalia zostaje w domu z Marysią a tata, mama i Hania jadą sobie w różne miejsca z ważnymi sprawami. Nieistotne tutaj z jakimi.
Babcia ma tylko jeden warunek - żeby syn wysłał jej gdzieś po drodze dwa Szczęśliwe Numerki. Żaden problem, prawda?
Ubierając się Hania Gumowe Ucho zapytuje:
- Tato. A co to za numerki babci wysyłasz?
- To Haniu takie numerki, które się losuje i jak się wylosuje takie numerki jak wysłałaś, to można wygrać pieniążki. Ale to bardzo trudno trafić.
- Aha.Temat wydawałoby się skończony. Zagmatwana odpowiedź z pewnością zniechęci do dalszego drążenia tematu.
* * *

Kilka godzin potem, po powrocie, jesteśmy świadkami takiej oto rozmowy:
- Babciu...a tata wysłał ci te numerki?
- Tak, wysłał.- Nie zapomniał?
- Nie.
- Babciu...a jak wygrasz pieniążki, to co będziesz robić?
- Jak to co? Mogę tobie dać na przykład.
- Oj babciu! To wygraj te numerki.
Niedobrze. Magia pieniądza zdobywa nasze dziecko.
A w sobotę kumulacja...
piątek, marca 16, 2007
Nic nie dawali
W kościele u Biskupa jest na mszy kazanie dla dzieci. Kazanie jest o chorobach i ksiądz ilustruje je różnymi lekami, wyciąganymi na tę okoliczność z woreczka. Wyciągają dzieci, zgromadzone u ołtarza. Wśród dzieci jest gdzieś i Hania. Dokładnie nie widzimy, bo to za węgłem.Kazanie się kończy, jest puenta, a dzieci wracają do ławek. Idzie i nasza pociecha. Siada w ławce. I od razu widzimy, że jakaś taka niewyraźna. Po chwili zawiedzionym głosem wyjaśnia:
- Nic nie dostałam...Proszę Biskupa. Następne kazanie o gromadzeniu dóbr wszelakich poprosimy.
piątek, marca 09, 2007
Strachy na lachy
Wielkie jak pięciozłotówki oczy Marysi lustrują te ciemniejsze zakątki pokoju. Przed chwilą jeszcze czytaliśmy bajkę.
- Gdzie, Marysiu? Nie ma żadnej baby jagi.
Oczy nadal czujnie lustrują okolicę.
- Jest, jest.- Marysiu. Nie ma. Nic nie słyszę.
- Ja słyszę.
Cóż. Dzieci muszą się czasami pobać. Mają to chyba we krwi.
niedziela, marca 04, 2007
Egzamin praktyczny
- Że co?
- Jaki to był znak?
- Hę?
Cholera! Znów przegapiłem.
- Przejście dla pieszych.
Chyba.
- A ten, tato? Co to za znak?
Jasna dupa! Co to, egzamin jakiś?
- Jaki to był znak?
- Hę?
Jedziemy do domu od dziadków. Słoneczny, ciepły, lutowy dzień, a wszyscy wariaci już dawno nas wyprzedzili.
- Tato, a ten?Cholera! Znów przegapiłem.
- Tamten? - gram na czas, nerwowo wykrzywiając głowę i próbując po kształcie w lusterku domyśleć się, co to było.
- Tak, tamten.- Przejście dla pieszych.
Chyba.
- A ten, tato? Co to za znak?
Jasna dupa! Co to, egzamin jakiś?
Nie ma wyjścia, trzeba się od nowa nauczyć zwracać uwagę na znaki.
wtorek, lutego 27, 2007
Jedwabne rękawiczki
Tata ustrzelił w kiosku specjalny numer "Księżniczki" z super gadżetem - rękawiczkami a la jedwab, opatrzonymi finezyjnym, haftowanym herbem i co najważniejsze w ulubionym kolorze Hani - różowym.
Zadowolony z siebie wparował do mieszkania i pierwsze co, zakrzyknął:
- Haniu! Chodź. Mam coś dla ciebie!Hani zaparło dech ze szczęścia.
- O takich marzyłam!
Rękawiczki szybko trafiły, gdzie ich miejsce, czyli na dłonie. Tam podziwiane miały być przez całą rodzinę.

Dlatego też żuchwy nieco się nam osunęły, gdy usłyszeliśmy:
- Mamo. Będę w nich sadziła kwiatki!
Ładne kwiatki.Ale to jeszcze nic, bo potem nastąpiły podziękowania.
- Dziękuję ci Mamusiu.O cholera! Mamusiu?
- Haniu, ale to tatuś wypatrzył w sklepie - próbuje honorowo prostować Edyta.
- Nie! Mamo... - po chwili ciszy ciągnie Hania - Od ciebie...
- Haniu...- Mamo! Ty nie rozumiesz!!
- Haniu! To umówmy się, że to jest ode mnie, ale tatuś dał pieniążki.
Cisza.Cisza.
Cisza.
- No dobrze.
Ktoś jeszcze nie wie, gdzie kobiety uczą się przedmiotowego traktowania mężczyzn?
wtorek, lutego 20, 2007
Bibliofil
Z pewnej okazji tata Jarek dostał prezenty. W tym od ukochanej żony zamówione wcześniej Lex Perpetua Sapkowskiego.Znać radość na twarzy taty musiała się wyraźnie objawić, bo Hania momentalnie przejęła inicjatywę:
- Tato! Zaczekaj. Ja też dam ci prezent! - po czym znika na pięterku. Słychać tam szurania, sapania i stukoty.
Po chwili Hania wraca. Targa coś po schodach w wielgachnej torbie. Zbyt długie uszy oraz ciężar powodują charakterystyczny efekt wleczenia trupa, znany z filmu dla dorosłych.
- Tato! To dla ciebie! - oświadcza z radością w oczach, czekając na taty reakcję.
W torbie wszystkie tomy Diuny, komplet opowieści o Czarnej Kompanii oraz wybrane na chybił trafił opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych.
- Córeczko! Moje ulubione książki! Dziękuję!! Wspaniały prezent.
Obserwująca całe zajście Marysia na te słowa, bez słowa, znika na schodach. Słychać szuranie, stukoty. Po chwili wraca. Torba jest mniejsza. W torbie ładunek skromniejszy - kilka marysiowych, podniszczonych bajeczek.
- Tata maś!Obserwująca całe zajście Hania na te słowa znika na schodach...
Przed południem w salonie znajdują się już dwie pełne półki książek ze zbiorów Jarka oraz proporcjonalna liczba bajeczek.
Całą zabawę psuje Edyta swoim jakże racjonalnym pytaniem:
- A kto to wszystko odniesie na górę?Jest chwila milczenia.
- Tato! Włącz mi gierki.
- Bajki ciem.
- To ja pójdę porąbać drewno.
A tak było miło.
czwartek, lutego 15, 2007
Dirty Dancing
Hania już od pewnego czasu uczęszcza na lekcje baletu. Lekcje prowadzi tancerka z teatru we Wrocławiu, Białorusinka z wymową, którą chyba tylko małe dzieci są w stanie zrozumieć. Żywy archetyp rosyjskiej primabaleriny.Znając słomiany zapał Hani do różnych rzeczy, po zakończonych porażkami próbach z przedszkolem i z zuchową drużyną, z wielką obawą oczekiwaliśmy jej ocen po pierwszej lekcji.
Pierwsze zajęcia. Rodzice obserwują się nawzajem ukradkowo. Nikt nikogo jeszcze nie zna. Czekamy. W przerwie Hania wybiega, przekonana, że to już koniec i komunikuje dyszkantem:
- Było superancko! Najlepiej na świecie! - zaś gdy tylko orientuje się, że przed nią jeszcze druga część, zakrzyknęła - Hurrrra!! - i poleciała ćwiczyć.
W podobnym mniej więcej czasie z sali wybiegła inna dziewczynka, ze łzami w oczach szukając swojej mamy. Za nią primabalerina.
- Nie znoszę pani! - wrzasnęła w desperacji podkreślając stan ducha wywalonym jęzorem i z braku mamy wtuliła się w Edytę. Znów mieliśmy wątpliwości.
Z końcem zajęć uważnie obserwowaliśmy Hanię.
- Super! Fajowsko! - komunikowała przebierając się, a jednocześnie jakaś taka...niewyraźna była. Oho!
- Haniu?- Tu mnie boli - pokazuje żebra.
- Co się stało?! - wizja archetypicznej baleriny ze szpicrutą rozbłyska w mózgach rodziców.
- Pani powiedziała, że możemy skakać jak tylko chcemy i ja tak skakałam, że aż mnie tu zabolało.
Balet. Hania jest do tego stworzona.
poniedziałek, lutego 12, 2007
Wieści ze świata showbiznesu
poniedziałek, lutego 05, 2007
Sed fugit interea, fugit irreporible tempus
Spoglądam na otwartą gazetę, prezentującą fragment obrazu Goi, traktującym o starości. Na obrazie, zgodnie z tematem, starzy ludzie. Owszem, Goya w specyficzny sposób malował starych ludzi, ale każdy dorosły rozpozna w nich ludzi. Żadne tam stworki.
Ale nie ma się co dziwić. Starość jest dla dzieci niepojęta. Abstrakcyjna - gdyby znały pojęcie abstrakcji. Nam samym z trudem przychodzi pojąć, że będziemy starzy. Z niedowierzaniem obserwujemy własnych rodziców, którzy dziś są w tym wieku, w jakim byli nasi dziadkowie, kiedy ich zapamiętaliśmy.
Zanim odeszli.
wtorek, stycznia 30, 2007
Czas na sprzątanie
Tata w promocji dzieciowego soku kupił sześciopak z gadżetem - latarką. Latarkę przejęła naturalnie Hania. Marysia czekała jednak cierpliwie, aż starsza siostra znudzi się nową rozrywką. Trwało to chyba z całe pół godziny.
Pierwszym, co uczyniła Marysia po przejęciu latarki, było walnięcie się na dywan i wsadzenie łapki razem z głową pod szafkę a następnie dokładne spenetrowanie snopem światła skarbów tam zgromadzonych.

- Marysiu? A czego ty tam szukasz?
- Lobakóf.- Robaków? Tam są robaki?
- Pewnie.Oj. Zapuściliście mieszkanie kochani. Bardzo zapuściliście.
poniedziałek, stycznia 22, 2007
Kinomaniak
Wśród licznych filmów dla dzieci, był tez taki jeden bardziej nostalgiczny. Hania oglądała go z wypiekami na policzkach a po zakończeniu rzekła z emocją:
- Jaki smutny film. Powinni takie filmy puszczać codziennie.
Tato, zdaje się, że nici ze wspólnego oglądania Zabójczej broni.
poniedziałek, stycznia 15, 2007
Model: 9629 Electronic keyboard
Hania na swoje imieniny dostała keyboard. I tym razem to tyle o Hani. Bo tym razem będzie o keybordzie. A właściwie o instrukcji do niego załączonej.Spisana na dwóch stronach, w większości poprawną polszczyzną. W większości. To co było w mniejszości rozbawiło nas bowiem do łez. I musimy się tym podzielić.
UWAGA:
- nie używa obciążanie pobicie.
- Nem-obciążanie pobicie są nie być oskarżany.
- Różne typy batteries albo nowy i używał batteries są nie być zmieszany.
- Tylko batteries tego samego albo równoważnika piszą na maszynie jak ponieważ polecał są być używany.
- Batteries są być wstawiany z poprawną polarnością.
- Wyczerpywał batteries są być przesuwany od zabawki.
- Zasób dostawa stacji końcowych są nie być krótki - okrążył okrążony.
- Przesuwają cały batteries kiedy zabawka jest nie w użyciu dla długiego okresu.
- Obciążanie pobicie są być przesuwany od zabawki przed istnieniem prosił (jeżeli usuwalny).
- Obciążanie pobicie są tylko być oskarżany pod dorosłą obserwacją (jeżeli usuwalny).
- Pakowanie ma być utrzymywany zaczynając od od tego czasu, jak to zawiera istotny informacja informacyjny informacja.
Trudna jest nasza mowa ojczysta...
piątek, stycznia 12, 2007
Tylko dla dorosłych
Hania organizuje zabawę.
- Nianiu! Będziesz czarownicą i będziesz na mnie napadać!
- Ojej! Haniu!
Hania nie słucha żadnych obiekcji. Zakłada na siebie biżuterię mamy i staje gotowa poddać się napaści.
- Nianiu! Napadaj na mnie!
- Ale co mam robić?
- Obrabuj mnie!
Biżuteria wędruje z powrotem do pudełka.
- Teraz musisz mnie związać!
- Ojej! Haniu!
- Musisz Nianiu!
Niania oplata rękę Hani jakąś wstążką.
- Nianiu! A teraz wyrwij mi wszystkie zęby!!
- Nianiu! Będziesz czarownicą i będziesz na mnie napadać!
- Ojej! Haniu!
Hania nie słucha żadnych obiekcji. Zakłada na siebie biżuterię mamy i staje gotowa poddać się napaści.

- Nianiu! Napadaj na mnie!
- Ale co mam robić?
- Obrabuj mnie!
Biżuteria wędruje z powrotem do pudełka.
- Teraz musisz mnie związać!
- Ojej! Haniu!
- Musisz Nianiu!
Niania oplata rękę Hani jakąś wstążką.
- Nianiu! A teraz wyrwij mi wszystkie zęby!!
poniedziałek, stycznia 08, 2007
Babcia Lucyna
Hania odkryła kolejną tajemnicę tego świata. Jedną z tych rzeczy, łączących ją ze światem dorosłych. Mianowicie drugie imiona.
Tata ma drugie imię. Mama ma drugie imię. Ciocia Ania też ma. Co więcej. Nawet Hania ma drugie imię. I mała Marysia też ma drugie imię. Niezwykłe!

Któregoś ranka Hania chwali się swą nowo nabytą wiedzą:
- Mamo! Ja mam na drugie imię Natalia.
- Tak Haniu. To po babci Natalii.
- Mamo. Marysia też ma drugie imię.
- Tak?- Tak. Babcia Lucyna.
piątek, stycznia 05, 2007
Kobieta...lat 4
Hanię zazwyczaj czesze Niania. Pięć razy w tygodniu. Jednak w pozostałe dwa dni, te weekendowe, robi to Edyta. I trzeba przynać, że się do tego mocno przykłada.Jest jeden z takich właśnie sobotnich poranków. Hania siedzi na swoim krzesełku a z tyłu Edyta dokonuje cudów przy pomocy szczotki, frotek i spinek. Dziś w menu dwa francuskie warkocze i fantazyjny przedziałek. Trwa to i trwa. Mija chyba z pół bajki.
Natychmiast po skończeniu dzieła Hania biegnie do lustra. Patrzy. Marszczy czoło i, taj jak tylko ona to potrafi, marszczy nos.
- Mamo. Nie za bardzo mi się podoba...
Drżyjcie fryzjerzy. Nadchodzi czas wymagających klientów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















