czwartek, lipca 26, 2007

Tato, z zoologii pała!

Oglądając z Marysią stare zdjęcia napotykamy na jedno takie, z 2003r. Jest na nim prawie roczna Hania, Edyta i napotkany pies.
- Lew tato. - mówi Marysia
- Słucham?
- Lew był.
- To? To taki piesek Marysiu.
Marysia milknie. Trwa analiza obrazu. Zakończona smutną dla autorytetu taty konkluzją:
- To lew!

piątek, lipca 20, 2007

Królowa kortów

Na pewno znacie takie rakietki dla dzieci, którymi odbija się gąbkową piłkę? Ta gąbka to taka z tych twardszych jest przy tym...

Babcia Natalia wspierając nas w remoncie stulecia opiekowała się czasami dziećmi i w czasie, gdy deszcz nie lał się z nieba, chodziła z nimi do ogrodu. W ogrodzie zaś były rakietki.

Któregoś razu Hania mistrzowskim backhandem umieściła gąbczastą piłkę prosto w oczodole babci. W trakcie udzielania pierwszej pomocy, babcia pyta Hanię (dla rozładowania stresu):
- Nie mam przypadkiem lima?
Hania uważnie obserwuje twarz babci. Z lewej. Z prawej. Znów z lewej...
- Wiesz co babciu. Ja się na tym nie znam.

Od razu widać, że rodzina niepatologiczna jest. Lima występują u nas nader rzadko a jeśli już to i tak raczej z przyczyn naturalnych niż społecznych.

wtorek, lipca 10, 2007

Dyplomatyczny kryzys

- Pawełku, Pawełku! Choć do naszego domu.
- Oć Pawełku. Do nas oć.
Dziewczyny zaczynają sprowadzać sobie facetów. Pierwszy jest sąsiad zza nieistniejącego płotu. Lat 3,5. Brak płotu, nie ma co ukrywać, znacząco ułatwia wymianę kulturalną. Choć są i problemy...
- Pawełku. Trzeba ściągnąć buty!
- Ale mi babcia nie pozwala ściągać butów.
Hę?
- Mamo! Mamo! Czy Pawełek może wejść w butach?
- Nie, Haniu. Jeśli chce wejść, musi zdjąć buty.
- Ale jemu nie wolno!
- Trudno. Jeśli chce być naszym gościem, musi się dostosować do naszych zasad.
Hania wraca do przedpokoju i oznajmia ponurym tonem:
- Pawełku. W naszym domu jest taka zasada, że się ściąga buty.
- Ale mi babcia...
Dobra, to już było. Ostatecznie pan ambasador z sąsiedniego domu zostaje odwołany na konsultacje do ojczyzny i jak na razie wizyta nie doszła jeszcze do skutku.
O czym donosi dziwnie zadowolony tatuś.