Kiedy nastaje wieczór i dzieci leżą już w łóżku, kiedy Marysia odpłynie już w objęcia Morfeusza a zmęczona mama właśnie też ma zamiar to zrobić - wtedy u Hani wzbiera nieodparta potrzeba rozmowy. Rozmowy na tematy poważne.
- Mamo? Ale ja to jeszcze krótko żyję, prawda?
- Śpij Haniu.
- Ale ty to już długo, tak?
- Długo...
- To ty już możesz umrzeć, mamo?
- Hę?- Bo ja to jeszcze nie. Ja jeszcze krótko żyję.
* * * *
- Mamo...a jak na świecie jest stu ludzi...
- ...
- To co się stanie, jak wszyscy już umrą?
* * * *
- Mamo...a ty miałaś prababcię?
- Tak, Haniu. Każdy miał.
- Bo ja wiem, jak to jest w życiu.
- ...?
- Najpierw jest się dzieckiem. Potem mamusią. Potem ciocią, potem babcią a potem prababcią...
- No...- A prababcie mają takie głęboookie zmarszczki.
- Mają?- Tak. A ty teraz jesteś mamusią.
- Ja to już nawet ciocią jestem...
To nie miał być wesoły post. To miał być post o przemijaniu. Smutny to miał być post, bo nie ma nic wesołego w tym, że już w wieku lat pięciu zdajemy sobie sprawę z istnienia tego, co nieuniknione.




