Jarek stoi pod szkołą i czeka na Hanię i Marysię. Z placówki oświaty wychodzą co rusz jakieś dzieci. Jakieś takie wymęczone, nieszczęśliwe. Czasami złe. Słychać też ciekawe odgłosy:
- Wypisuję się z tej porąbanej szkoły!!! - wrzeszczy niewielkich rozmiarów chłopiec. Zdaje się, że donośność jego głosu jest odwrotnie proporcjonalna do postury.
- ...i ty wiesz co? Pani to na całą szkołę rozpowiedziała! - nie wiem co, bo nie słyszałem od początku. Ale obie dziewczyny są tą sytuacją święcie oburzone.
- Oooo!!! Moje biedne palce! Moje biedne, połamane palce! Nie będę mógł teraz chomiczka głaskać...
Nauczyciele to potwory.