niedziela, grudnia 25, 2011

sobota, grudnia 17, 2011

Horror w internecie

Hania wysłuchała z przerażeniem starej opowieści o złym dziecku i matce, straszącej je po śmierci. Ludzie z naszego pokolenia na pewno znają tę historię od własnych rodziców. Ja przynajmniej znam. 
- Tato! Ale mama nam wczoraj straszną historię opowiedziała. O złej córce i jej mamie. I potem jak ta mama umarła to z jej grobu wystawała ręka... 
- O, to ja to znam, moja mama też mi tę historię opowiadała. 
- A to jest prawdziwa historia? 
- Nie wiem. Może być prawdziwa. 
- A zrobili o niej film? 
- Film? Chyba nie. Ja przynajmniej nie widziałem. 
- To ja poszukam na YouTube. Na pewno będzie...

poniedziałek, października 31, 2011

Halloweenowo

Hania do mamy:
- Mamo!! A jak myślisz? Powinnam dzisiaj zjeść sobie oko?
- No nie wiem. Masz tylko jedno...

niedziela, października 23, 2011

Dowód

Marysia podchodzi i uśmiecha się w specyficzny sposób. Znamy ten uśmiech. Coś będzie chciała. I jak zwykle nas zaskoczy.
- A kupicie mi pendrive'a?
- A po co ci pendrive??!!
- No jakbym chciała pójść do sądu...

Od dzisiaj ograniczamy jej oglądanie sędzi Anny Marii Wesołowskiej.

środa, października 19, 2011

Święto Edukacji Narodowej

Jarek stoi pod szkołą i czeka na Hanię i Marysię. Z placówki oświaty wychodzą co rusz jakieś dzieci. Jakieś takie wymęczone, nieszczęśliwe. Czasami złe. Słychać też ciekawe odgłosy:
- Wypisuję się z tej porąbanej szkoły!!! - wrzeszczy niewielkich rozmiarów chłopiec. Zdaje się, że donośność jego głosu jest odwrotnie proporcjonalna do postury.
- ...i ty wiesz co? Pani to na całą szkołę rozpowiedziała! - nie wiem co, bo nie słyszałem od początku. Ale obie dziewczyny są tą sytuacją święcie oburzone.
- Oooo!!! Moje biedne palce! Moje biedne, połamane palce! Nie będę mógł teraz chomiczka głaskać...

Nauczyciele to potwory.

sobota, września 17, 2011

Inicjatywa legislacyjna

- Tato, a to jest skrzyżowanie! - stwierdza tonem odkrywcy Marysia, kiedy dojeżdżamy do świateł. 
- Tak. Bo tu się drogi krzyżują.
Jedziemy dalej. Dojeżdżamy do skrzyżowania w kształcie litery T. 
- A to nie jest skrzyżowanie, bo nie ma jednej drogi.
- Jest Marysiu. Tylko takie w kształcie litery T.
- To powinno być teżowanie!

poniedziałek, września 12, 2011

Obietnice

Hania odrabia pierwsze w tym roku zadanie domowe. Ma napisać trzy postanowienia na cały szkolny rok.
- Mamo!!? Zachowywała jakie Ce Ha?
- Ce Ha!
- Aha.
Za chwilę:
- Mamo!!? A pisze się "będę odrabiać" czy "będę odrabiała"?
- I tak i tak.
- Aha.
Za chwilę:
- Mamo!!? A pisze się "będę się uczyć" czy "będę się uczyła"?
Nieco już zniecierpliwiona mama rzuca:
- Obojętnie jak napiszesz. Tylko dotrzymaj tej obietnicy!

niedziela, września 04, 2011

Czas rozliczeń

- Maria! Ty już w ogóle nie dbasz o tego swojego bloga. Stracisz wszystkich czytelników!
Maria dobrze wie, że zaniedbała pisanie i ma pewne poczucie winy:
- No. Wiktorka na przykład już nie czyta...
- A co się dziwisz? Co ma czytać jak ty nic nie piszesz?
Oj tato, nie przeginaj. Nie przeginaj.
- Tak tato? Ale u mnie pod każdą wpiską są komentarze! A u ciebie pod niektórymi nie ma ani jednego!

Shame on you!

czwartek, sierpnia 18, 2011

wtorek, sierpnia 09, 2011

Czego głuchy nie usłyszy

- Maria, ty to jesteś smieszna!!
- Jaka jestem??!!
- Śmieszna?
- A, bo usłyszałam, że grzeczna.

No nie śmiałbym...

czwartek, lipca 21, 2011

Hania gra

Gry przeglądarkowe to wybawienie. Jarek bał się zawsze, że gdy dzieci zaczną interesować się komputerami, będzie musiał wydać majątek na kupowanie im gier. Jednak w międzyczasie rozwój internetu i różnego rodzaju gier on-line uratował rodzinny budżet. 

Dochodzi tu też jednak do pewnego paradoksu. Hania znajduje bowiem coraz to nowe i nowe gry. Tak było z kontem na NK (dopóki żeśmy go jej za karę nie skasowali), tak jest i teraz. A wszystkie te gierki fajneee... no ma dziewczę gust. 

Ma gust ale nie ma wytrwałości - zaczyna w coś grać. Mija dzień, dwa i czujni rodzice, pilnujący tego, co robi córka w necie, powoli się wciągają. A to pomogą zebrać plony. A to coś kupią za wirtualne pieniądze. Jarek nawet coś za prawdziwe dorzuci... Hania tymczasem wprost przeciwnie. Po tygodniu ma już nową pasję a my zostajemy i ciągniemy za nią farmę czy inne ZOO. 

Zirytowana Edyta wygarnia kiedyś Hani:
- Nie no! Znów wciągnęłam się w jakąś twoją nową grę. Znów się zaczyna!!
Hania odpowiada krótko, niby skruszona, ale w pełni świadoma swojej pozycji, z uśmiechem plączącym się na ustach, takim ledwo zauważalnym ale i ciepłym:
- Ale ja was o nic nie prosiłam.
Ta mowa ciała i to krótkie stwierdzenie mówi wszystko o tym, jak kolosalna przemiana odbyła się między wczorajszym siedmiolatkiem a dzisiejszym dziewięciolatkiem.

Ta budująca się głębia charakteru nas rozbraja.
I dużo łatwiej było pisać o małych dzieciach.

sobota, lipca 16, 2011

Władca Pierścieni

Siedzimy w kościele i czekamy na mszę. Jest niedziela, więc ludzie wystrojeni. My też. Ciuszki, fryzurki, torebki, butki. Biżuteria.

Maria na małym palcu ma pierścionek. Przygląda mu się jednak krytycznie. Obraca dłoń. Przybliża. Oddala. W końcu zwraca się do Edyty:
- Brzydko, nie?
- Ładnie - zapewnia mama - Bardzo ładnie.
Na Marysię takie teksty jednak nie działają. Spogląda znów krytycznie na swoją dłoń i stwierdza kategorycznie:
- Brzydko!

Po krótkiej szarpaninie pierścień ląduje na palcu serdecznym. Znów parę krytycznych spojrzeń, obracania dłoni, przebierania palcami.
- Brzydko, nie? - ni to pyta, ni stwierdza.
- Ładnie.
- Brzydko!
- Ładnie. Zobacz. Tak jak u mnie... - tu mama okazuje swą dłoń ze srebrnym pierścieniem władzy. Jako dowód ostateczny.
- U ciebie też brzydko!!

I pozamiatane.

niedziela, lipca 10, 2011

Drobne radości życia

Jak wiadomo, spożywanie posiłków, w szczególności zaś napojów, w okolicy komputera jest karane. W firmie karą tą jest ironiczne spojrzenie pana informatyka, który wymienia Ci zniszczoną klawiaturę. W domu karą tą jest utrata laptopa.

Ponieważ cenimy sobie życie naszego ciężko zapracowanego laptopa, dzieciom spożywać przy nim niczego nie pozwalamy. Oczywiście z miernym skutkiem - dzieci wiedzą, że nie wolno. Wiedza ta jest naszym jedynym sukcesem. Co kilka dni wydmuchujemy więc tylko z klawiatury okruszki i ścieramy napoje z wyświetlacza, modląc się o zdrowie komputera.

Pewnego razu tata obserwuje, jak Marysia nalewa sobie chłodnej wody cytrynowej do szklanki, podczas jakiegoś ważnego czatu na NK. Szklanka stoi w bezpiecznej odległości, co tata docenia. Marysia zakręca butelkę i odstawia ją na bok, co tata docenia. A następnie zaaferowana konwersacją nieostrożnie przesuwa szkło bliżej maszyny. Część napoju wylewa się na blat, cudem omijając drogocenne układy elektroniki.
- No patrz co robisz!! O mało nie zalałaś klawiatury!! - tata wykrzykuje falsetem.

Marysia ze stoickim spokojem spogląda na plamę. Potem na tatę. Potem wraca do czatu, po drodze rzucając niedbale:
- No! Masz szczęście, że nie na klawiaturę...

Tata jest człowiekiem szczęśliwym.

środa, czerwca 15, 2011

Ortografia stosowana

Na urodzinach u jednej z koleżanek dziewczyny grały w Familiadę. Ponieważ było fajnie po powrocie Marysia natychmiast przeprowadziła własną wersję. Zabawa trwa już jakiś czas, gdy w pewnej chwili pada pytanie: 
- Czego dzieci najbardziej nie lubią, jak im się coś robi?
- Budzenia rano?
- Nie.
- Gilgotania?
- Nie.
- Krzyczenia?
- Nie.
- Sprzątania?
- Nie.
- Czesania kołtunów?
- Nie!

Zniecierpliwiona nieporadnością zawodników Marysia stwierdza z irytacją w głosie:
- Dobra. Podpowiedź: sz i g
Mama robi wielkie oczy:
- Sz i g???

Hania nie robi wielkich oczu tylko strzela bez namysłu:
- Szczypania!!!
- Tak!! Wygrywasz!!!
- Ale tam nie ma nigdzie G!! - protestuje jeszcze ograna zawodniczka. Bez powodzenia.

G może i nie ma. Ale Hanię to i tak naprowadziło na właściwą odpowiedź.
Dzieci mają jednak własny język.

czwartek, maja 26, 2011

Ad Nicomachum

Siedzimy sobie w centrum handlowym. Tak wypadło, że akurat na wprost kolektury totolotka. Jest tego dnia akurat spora kumulacja.
- Mamo, a ile to jest 6 zer? Milion? - pyta Hania
- Tak.
- To można wygrać 15 milionów! - szybko podlicza.

Marysia za to nie bawi się w niuanse. Wystarczy jej, że z tonu głosu siostry wynika, że kwota będzie spora.
- Mamo. A podzielisz się z nami, jak wygramy?
- Oczywiście!
- A ile byś mi dała z tych 15 milionów?
- Marysiu, tobie nawet 20 złotych.
- Wow! Super!! Dzięki.

Ocenę moralną postępowania Edyty pozostawiam waszemu uznaniu.

wtorek, maja 17, 2011

Pater Noster

Wieczorna modlitwa. Dzieci generalnie są w tym czasie nadaktywne. Tańcują, stają na głowie, wiercą się.
- Ojcze Nasz, który jesteś w niebie, święć się imię Twoje...
Marysi, pewnie z racji wieku, szczególnie trudno skupić się w czasie modlitwy. Ale brnie dzielnie: 
- ...chleba naszego poprzedniego...
Hę?
- ...jako i my odpuszczamy naszym współwinowajcom...
O! To akurat pasuje do niej jak ulał. 

Tymczasem przechodzimy jednak dalej - do Zdrowaśki:
- ...módl się za nami grzecznymi...

Te wyjątki z pacierza Marysi generalnie dobrze oddają jej talent do językowych lapsusów. Ale z tą grzecznością to już przegięła.

niedziela, maja 08, 2011

Wolny rynek

Nie może być tak, że Hania robi coś fajnego a Marysia to ignoruje. Nie. Marysia też musi to zrobić. W pięć minut po otwarciu restauracji przez Hanię pojawiła się konkurencja. Konkurencja nawiązująca przy tym do sukcesu "Ulubionego kotka".

Może nie mogła się pochwalić równie dobrym szyldem:

Ceny, hmm...65 zł za kromkę chleba z serem?

Ale przystawki były REWELACYJNE!

Zamówiłem pięć "psepssekonsek", sądząc, że pięć znajdę na talerzu. Kierowałem się ceną i zdrowym rozsądkiem. Ale nie. Dostałem pięć talerzy. Każdy inaczej udekorowany, elegancki, niepowtarzalny.


Był napiwek...

poniedziałek, maja 02, 2011

Ulubiony kotek

Na Poniatowie otwarto z hukiem nową restaurację!!! Właścicielka, pani Hanna Zając, zapewnia miłą atmosferę i sprawną obsługę. Ceny, rzekłbym, konkurencyjne np. sałatka za 50 gr. Pełna profeska - wszystko zgodnie z zaleceniami Magdy Gessler. Spójrzcie choćby na ten szyld:

A menu po prostu powaliło mnie na kolana:
Do tego mają firmowe kubki:
I tylko te potrawy...
Ktoś reflektuje na "wybredne kociaczki"?

niedziela, kwietnia 24, 2011

Alleluja!

Jak pewnie wicie w niektórych rodzinach obowiązuje taki zwyczaj, że do dzieci przychodzi zajączek i przynosi prezenty. U nas zwyczaj ten obowiązuje od zawsze, przyćmiewając nieco rzeczonym dzieciom całe misterium wielkanocne. Ale uznajemy, że warto. Dzieci szukają prezentów w ogrodzie - tam bowiem zajączek zostawia swoje upominki. Trochę było strachu tego roku, że go nasz piesek przegoni. Ale jak się okazało, zajączek pieska się nie wystraszył. Przeciwnie - prezenty zostawił w nieużywanej, psiej budzie.

Pół godziny po odnalezieniu koszyka, po pierwszych emocjach i radościach, napotkaliśmy na Hanię siedzącą na komputerze. Nie, nie. Nie grała w żadne gry...ona sprawdzała na Allegro ceny prezentów...

Przerażające.

sobota, kwietnia 16, 2011

Doktor House z Wałbrzycha

Podczas ostatniej choroby Marysia (a trzeba przy tym przyznać, że minionej zimy chorobom się nie dawała), uważnie obserwowała towarzyszące jej objawy.
- Masz gorączkę, córciu.
- Gorączka - stwierdza z mądrą miną - Najcieplejsze oczy i pupa.

Pupa to ja rozumiem. Ale jak zdiagnozowała te oczy?

niedziela, marca 27, 2011

Stasiu Gąska

- Stasiu Gąska - rzuca tata podczas obiadu.
- Co Stasiu Gąska? - zgodnie z oczekiwaniem podchwytuje temat Hania.
- Kto to jest Stasiu Gąska? - bardziej konkretnie zapytuje Edyta
Tata milczy.

- Co? Nie żyje? - próbuje rozszyfrować Hania.
- Nie żyje - potwierdza Jarek.
- Wiedziałam. Jak tata o kimś mówi, to znaczy, że on nie żyje.
Jakiś dziwny wniosek się wykluł przy okazji. Tata komentuje go jedynie uniesieniem brwi. Lewej.

- Kto to jest Stasiu Gąska? - mama wciąż konkretna do bólu.
- Stasiu Gąska?
- Tak. Stasiu Gąska.
- Błazen.
- Błazen? Stańczyk?
Ooo! Z kojarzenia szóstka.

- Mamo, a co to jest Stańczyk? - wchodzi w słowo Hania.
- To taki pan, który miał zabawiać króla, ale też był patriotą, więc martwił się o kraj.
- I kiedy umarł?
- Haniu, w XVI wieku - mama lekceważąco macha ręką

Hania robi lekko rozczarowaną minę.

- Tato! Dlaczego dopiero teraz o tym mówisz?
Tata nie wiedział co odpowiedzieć bądź zastanawiał o sekundę za długo i rozmowę zakończyła Edyta
- Haniu. Tata znów nasłuchał się Kaczmarskiego...

czwartek, marca 10, 2011

Ty wiesz, co my robimy tym misiem?

Maria uwielbia rysunki z dużą ilościa szczegółów. Takie historyjki...

Na tym konkretnym rysunku Jarka zaintrygowała postać Misia. Wychowany na komiksach skojarzył niebieskie coś narysowane przy twarzy z wizualizacj jakiegoś gwałtownego procesu. Jak się jednak okazuje, Miś z rysunku Marysi nie dostał fangi od żadnego innego misia. Nie wybuchł mu też pryszcz ani nic takiego.
- To kwiatek! - oświadczyła z politowaniem Maria.
Zachowując kamienną twarz, Tata podjął żałosną próbę zachowania resztek autorytetu:
- A ten napis na torbie co znaczy?
- Galeria. Ale się nie zmieściło...

Tylko proszę nie pytajcie, jaki szyfr przedstawiają te cyfry. Ja nie miałem odwagi pytać.

wtorek, marca 01, 2011

Jak zostać bogatym

Kąpiąc się u cioci, Marysia uważnie przygląda się ścianom.
- Mamo. Ale ciocia i wujek to są bogacze, prawda?
- O! A dlaczego tak uważasz? - pyta mama.
- Zobacz, mają maskę na ścianie... i te czasopisma koło toalety...

W następnym odcinku poradnik Marysi "Jak zostać sławnym".

niedziela, lutego 20, 2011

Kwestia zasad

Mama obserwuje, wyjątkowo jakoś pochmurne tego dnia, dziecko:
- Maria, a coś ty taka smutna od rana?

Za pierwszym razem odpowiada jej cisza.
- Czemu się nie uśmiechasz?

Za drugim razem odpowiedź jest konkretna
- Bo nie wolno tak cały czas się uśmiechać.

wtorek, lutego 15, 2011

Gramy w filmie

Ten film to może nic wielkiego - trochę wygłupów przed kamerką laptopa. Ale moi drodzy to nie był byle jaki laptop. A raczej nie byle kogo. Młodego, obiecującego reżysera. I teraz najlepsze - jak już ten ktoś będzie starym, sławnym reżyserem, to dopiszemy tu jego dane i na podpiętych do tego reklamach zbijemy fortunę...


sobota, lutego 12, 2011

Bo języków uczyć się trzeba!

W ostatnich dniach trafił do nas za pośrednictwem Allegro nowy futrzak Furby. Piszę nowy, bo jeden już u nas mieszka i siłą rzeczy zwany jest starym.

Furbiego upatrzyła sobie Marysia, dosyć sprawnie poruszająca się po swoim ulubionym serwisie aukcyjnym, i nowy jest jej własnością. Jak wiadomo, wszystkie Furby mówią w języku furbiowym oraz co nieco po angielsku. My furbiowego nigdy się nie nauczyliśmy, ale tych kilka zdań po angielskiemu mamy opanowane.

Po rozpakowaniu, nacieszeniu oczu czystym jeszcze futerkiem (stary Furby czystego już nie ma...), porównaniu urody (stary Furby ma obdarty z gumy, plastikowy dziubek) przyszedł czas na magiczny moment rozpoczęcia interakcji:
- Hay, Furby!
- Was?
- Co?
- Was?
- Hay, Furby?
- Was?
O kurka!! Niemiec!!!

Okazało się, że nie doczytaliśmy do końca opisu aukcji i trafiła do nas wersja germańska. Nasza znajomość języka Goethego bynajmniej nie od dzieł Goethego pochodzi. Tak bardziej to od Czterech Pancernych i Psa. A Furby niby taki Niemiec ale ni w ząb po ichniemu nie rozumie. Ani "Raus!", ani "Hände hoch!" czy "Hermenegilde komm". Dureń nie wie nawet co znaczy "Hitler kaput!". Tylko was i was. Chociaż nie. czasami zaśpiewa też jakąś skoczną piosneczkę. I beka. Ranu jak on beka. Prawdziwy überfurby. I nawet stary Furby nie chce się z nim komunikować.

Ostatecznie stanęło na tym, że będziemy się uczyć ferbiowego ze ściągniętej z netu instrukcji. Instrukcja jest jednak też po niemiecku i póki co kiepsko nam idzie. Marysia weźmie więc swojego pupila na zajęcia z niemieckiego, czym zyska sobie, jak sądzi, sympatię germanistki. A kto wie, może i jakieś tłumaczenie na kartce nam zdobędzie?

niedziela, lutego 06, 2011

Mama nie jest z Matrixa

Marysia często nam coś tłumaczy. Jako osóbka inteligentna oczekuje, że rodzice będą chwytać w lot wszystkie jej niedopowiedzenia, skróty myślowe i uproszczenia. Czasami jest to trudne. Czasami nawet nas przerasta. Szczególnie, gdy akurat idziemy spać.

Po jednym z takich nieudanych wywodów, snutych w ciemnościach w okolicy godziny 23, zniecierpliwiona udziela reprymendy:
- Mamo. Jakaś ty powolna!
Hmm...
- Bo twoja powolna mama właśnie powoli zasypia.

piątek, stycznia 28, 2011

Marii nie przegadasz

Pamiętacie historię o rosołach? Nie? Zalecam więc przed dalszą lekturą pacnięcie w linkę w celu odświeżenia pamięci. Koniecznie.

W Nowy Rok mama przygotowała dzieciom rosołek. Zaznaczyć należy przy tym, że dzieci w ostatnim czasie nieco straciły apetyt. Szczególnie Marysia. Rosołu nie powitały więc z entuzjazmem a i sama konsumpcja odbywała się przysłowiowym jednym zębem.

Rodzice dawno byli już po deserze gdy Marysia wciąż jeszcze modliła się nad swą pełną miską. W końcu zniecierpliwiona mama postanowiła dziecko nakarmić. Jak łatwo się domyślić szybko doprowadziło to eskalacji negatywnych emocji zakończonych prawdziwymi dantejskimi scenami. Podczas burzliwej wymiany zdań córka użyła w końcu ostatecznego argumentu:
- Bo ten rosół jest niedobry!!!
- Mój rosół niedobry?! Specjalnie dla ciebie go robiłam. Z ziołami miłości. A ty mi mówisz, że niedobry?

Z tymi ziołami to mama pojechała po bandzie i Marysia nieco straciła rezon.
- Bo Niani jest lepszy!
Jak wiecie tzw. rosół Niani to serwowana przez nią zupa, przygotowywana wcześniej przez rodzicielkę...
- Tak? A to ciekawe! Bo to mój rosół jest. Niania go tylko podgrzewa!
Chwila ciszy...
- Bo ona go lepiej podgrzewa!!!

wtorek, stycznia 18, 2011

Lewi ludzie

Na załączonym obrazku obserwują Państwo rzadki przykład postmodernizmu dziecięcego. Praca ta, w świecie sztuki znana jako "Wyliczanka", stała się ostatnio obiektem zainteresowania naukowców. Znani wałbrzyscy genetycy-amatorzy, małżeństwo Z., na jej podstawie udowodnili, że uwarunkowania grafologiczne są dziedziczne. Otóż obie ich córki - zarówno autorka "Wyliczanki" Marysia, jak i starsza od niej Hania, tak samo i zupełnie niezależnie od siebie - mając lat sześć odwracały cyfry. Badania wykazały niezbicie, że odbywa się to w sposób nieświadomy, spontaniczny i niewymuszony. Objawy mają przy tym charakter przemijający.

Historia pomija niestety, w jaki sposób rodzice obu dziewczyn pisali cyfry, będąc w ich wieku. Należy jednak domniemywać, że nie pisali ich wcale z powodu braku takiej umiejętności.

wtorek, stycznia 11, 2011

Dziś tylko zagadka

Dziś zamiast krótkiej historyjki będzie krótka zagadka. Zagadka pochodzi od Hani i z początku zagadką nie była, ale na zagadkę jak najbardziej się nadaje. A więc, żeby nie przedłużać, co to takiego: Orle Ola?

Uczestników konkursu prosimy o odpowiedzi w komentarzach. Pierwsza prawidłowa wygrywa. Zwycięzca, w ramach hojnej nagrody, może nam przesłać swoje foto. Umieścimy je na blogu na wiecznej rzeczy pamiątkę.

Powtarzam pytanie - co to takiego Orle Ola?

poniedziałek, stycznia 03, 2011

Maria z playbacku

Maria zwołała nas na kanapę, by zaprezentować swoje ostatnie dokonania wokalne. I puściła toto. Odkrycie istnienia playbacku mocno nam zaimponowało bo uwierzcie, sześciolatek nie ma jeszcze pojęcia, że połowa koncertów leci z taśmy. No chyba że Marysia doszła do tego po uważnej lekturze sylwestrowych dokonań naszych rodzimych gwiazd...