wtorek, sierpnia 29, 2006

Stopień najnajwyższy

Rozmowy z Hanią zaczynają być coraz ciekawsze i bardziej dynamiczne. Mając skończone cztery lata słownictwo ma bowiem bogatsze od jakichś 70% dorosłych przedstawicieli naszego, wychowywanego w trzeźwości, narodu. I słownictwa tego potrafi używać w sposób nader twórczy. Chyba nawet sam profesor Miodek byłby ukontentowany, słysząc niektóre wypowiedzi.
- Tato, ten lód jest twardy jak skała. Jak lodowata góra!
- Jak Arctos*.
- Tato! Jak pałac Arctosa!

* Arctos - taki bałwan-zbój z ulubionej bajki.

czwartek, sierpnia 24, 2006

Syndrom babci

- Mamo! Kiedy ty w końcu wrócisz do pracy? - pyta Hania pod koniec wakacji.

Mama, pracownik oświaty, wakacje ma długie, dwumiesięczne. I nie żeby dziecku matka rodzona obrzydła, ale mama to nie to samo co niania. Chyba każdy to rozumie.

Bo z nianią to mamy taki syndrom babci - niania jest do wyłącznej dyspozycji dzieci, na wiele im pozwala, broń boże nie doprowadza do płaczu. A mama!? Krzyczy, wychowuje, zabrania i ciągle zajęta jakimś praniem, sprzątaniem, gotowaniem. Niania jest niezastąpiona!

Wrzesień za pasem. Przyjdzie znów przywyknąć do codziennych, rodzierających serce scen pożegnań niani z dziećmi po naszym powrocie z pracy. Wrócą płacze, szlochy, zapieranie się w drzwiach, rozpaczliwe chwytanie za ręce i nogi. Wrócą poranne teksty typu: "No idź już mamo, idź".

Dlatego drodzy rodzice pamiętajcie. Dobra niania to skarb. Ale z za dobrą też jest kłopot.

czwartek, sierpnia 17, 2006

Alfabet

Hania ma kuzynkę. Taką starszą. O rok z kawałkiem. Kuzynka ta wyprzedza ją w wielu osiągnięciach, czego Hania nie potrafi łatwo przełknąć.

Przy zabawie w malowanie dochodzi na tym tle do następującej wymiany poglądów:

- Co rysujesz? - pyta kuzyneczka.
- Mamę.
- Mama jest na literę M. - oświadcza z wyższością
- Ja rysuję na literę B!
Kuzynka spogląda na nas porozumiewawczo
- Ale mama jest na literę M.
- Ale ja rysuję na literę B.
- Ale mama jest na M.
- Ja rysuję po swojemu!
W tym czasie Marysia, która jest ponad takie spory, korzystając z odwróconej uwagi towarzystwa, wymalowuje śliczne esy floresy...cioci na tapecie.
Nie wiadomo na jaką literę.

sobota, sierpnia 12, 2006

Telemarketing

Dzwoni telefon.
Jest to sygnał dla całej rodzinki.
Biegnie mama - żeby podjąć słuchawkę z wysokiej półki, do której nie może dosięgnąć Hania.
Biegnie Hania - bo to ona odbiera w tym domu rozmowy.
Nawet Marysia biegnie - powtarzając swoje "Alu! Alu!", bo wie już, że na dźwięk dzwonka trzeba biec tak jak cała reszta.

Mama bez słowa przekazuje słuchawkę Hani.
- Tak, słucham!
Z telefonu dochodzi damski głos. Nie można zrozumieć słów, ale po minie Hani widać, że rozmowa nie toczy się w standardowy sposób. Oczy dziecka robią się większe i większe. W końcu oddaje słuchawkę.
- Mamo...
Mama przejmuje inicjatywę.
- Halo!?
- Dzień dobry. Nazywam się taka to a taka i reprezentuję taką to a taką firmę. Mam przyjemność zaprosić państwa na spotkanie i prezentację pościeli produkowanej przez naszą firmę...
- A nie, dziękuję - to standardowe zakończenie tego typu konwersacji. Hania jednak, widząc, co się święci, stara się jeszcze interweniować:
- Mamo! Ale ja chcę tą pościel!!

O potęgo reklamy!

wtorek, sierpnia 08, 2006

Co głuchy słyszy?

Tata wrócił do pracy. Pierwszego dnia, po powrocie, siada rodzina do obiadu. Rodzice omawiają pierwszy, parszywy dzień pańszczyzny. Dzieci nie bardzo słuchają, zajęte swoimi sprawami - rozlewaniem zupy, dziobaniem ziemniaków itp.
- I ja ci tam, mężu? Tęskno było bez nas?
Na te słowa Hania przerywa zajęcia i uważnie przygląda się tacie. Potem spogląda na mamę. Potem znów na tatę.
- Mamo! Z nosem! Nie bez nosa. Tato ma nosa!
Czego głuchy nie usłyszy...

piątek, sierpnia 04, 2006

Letnie przyspieszenie

Jako że urlop Jarka dobiega smutnego końca, czas najwyższy na krótkie podsumowanie.

W ciągu trzech tygodni intensywnych zajęć z obojgiem rodziców, Marysia posiadła następujące umiejętności:
  • nie śpi już w dzień,
  • naśladuje Hanię we wszystkim,
  • siku robi do nocnika (prawie zawsze...),
  • mówi na Hanię "Aja" zamiast dotychczasowego chrząknięcia,
  • nie cycka mamy cycka,
  • schodzi po schodach z piętra (czego, notabene, ojciec jej przez lat siedem nauczyć się próbuje bez większych efektów), i nie ma, żeby ktoś jej pomagał, bo wtedy awantura jest.
Czy to tylko taki zbieg okoliczności? No chyba nie. U Hani bowiem również osobowość bujnie rozkwita - może niekoniecznie w kierunku upatrzonym przez rodziców - ale zawsze to coś. Widać, że obserwuje, słucha i chłonie. Czasami nie wiadomo kogo. Tekstów typu: "wsadź sobie kupę do głowy, mamo" z pewnością bowiem nie nauczyła się od rodziców.

Najciekawiej robi się jednak, gdy obie dziewczyny, a zdarza się to coraz częściej, zaczynają działać wspólnie. Zabawy, wygłupy, sajgon w pokoju. Oczywiście tak, ale nie tylko. To już czasami robi się koalicja! Gdy po jakimś szczególnie uroczym tekście lub działaniu Hania udaje się w miejce odosobnienia, płącząc i zaklinając się, że to się więcej nie powtórzy, Maria płacze w jej obronie. Gdy na placu zabaw czy w kościele jakieś dziecko za bardzo się z Marysią zaprzyjaźnia, Hania wkracza do akcji.

Na tym tle przedstawię krótką scenkę:
Mama próbuje uspać obie dziewczyny (jak wspomniałem, Marysia nie śpi już w dzień, więc wieczorem zasypia razem z Hanią, po dobranocce). Marycia, gwiazda wieczorna, od 60 minut skutecznie torpeduje wszelkie sposoby mamy na zasypianie, i podnadto rozśmiesza Hanię, nie pozwalając również jej zasnąć. Otrzymuje więc takiego symbolicznego klapsa "na wyjście z transu". Na to wkracza półśpiąca Hania:
- Mamo! Po pierwsze nie bij jej!
Chwila przerwy.
- Po pierwsze, nie krzycz na nią!
Kolejna teatralna pauza.
- I mamo! Po pierwsze...
I tu się obrońcy kończy elokwencja. 10 minut później śpią obie. Siostrzyczki.