poniedziałek, marca 26, 2007

Wiadomości sportowe

Zaczęła się wiosna roku 2007.

Pierwszego dnia wiosny spławiliśmy Marzannę, która ochoczo popłynęła do morza, żegnana płaczem Marysi:
- Nie ma Maźany! Gdzie jest Maźana?
- Popłynęła, Marysiu. Do morza.
- Do moźa?! A dlaćego do moźa?! Buuuuuu!!!

Kilka dni potem był zaś wspaniały, sportowy weekend, kiedy Małysz wygrał trzy konkursy z rzędu i zdobył puchar świata, kiedy nasi wygrali 5:0 w nogę. Kiedy w końcu Otylia pirat drogowy popłynęła po srebrny medal mistrzostw świata.

W tej atmosferze siedzimy sobie, tata z Marysią, niedzielnym wieczorkiem i oglądamy sportowe wiadomości.

- Tata! Małyś. Małyś.
Pokazują jak skacze.
- Nie upadnie?
- Nie. Wyląduje.
- Wyląduje?
- Tak.
- Tata! Znów Małyś.
Pokazują jak płacze.
- Płaće.
- Cieszy się.
- Nie. Płaće.
- Tata. Tata. Małyś.
Pokazują jak podnosi kryształową kulę.
- Tata, a co to?
Pokazują Otylię.
- To Otylia. Pływa. Bardzo szybko pływa.
- Pływa?
- Tak. Pływa.
- Jak Maźana?

Rok temu paliliśmy kukłę i było źle. W tym roku humanitarnie popłynęła więc sobie na wycieczkę i też jest trauma. Może to jednak istotnie głupi zwyczaj?

piątek, marca 23, 2007

Ulubieńcy fortuny

Babcia Natalia zostaje w domu z Marysią a tata, mama i Hania jadą sobie w różne miejsca z ważnymi sprawami. Nieistotne tutaj z jakimi.

Babcia ma tylko jeden warunek - żeby syn wysłał jej gdzieś po drodze dwa Szczęśliwe Numerki. Żaden problem, prawda?

Ubierając się Hania Gumowe Ucho zapytuje:
- Tato. A co to za numerki babci wysyłasz?
- To Haniu takie numerki, które się losuje i jak się wylosuje takie numerki jak wysłałaś, to można wygrać pieniążki. Ale to bardzo trudno trafić.
- Aha.
Temat wydawałoby się skończony. Zagmatwana odpowiedź z pewnością zniechęci do dalszego drążenia tematu.

* * *

Kilka godzin potem, po powrocie, jesteśmy świadkami takiej oto rozmowy:
- Babciu...a tata wysłał ci te numerki?
- Tak, wysłał.
- Nie zapomniał?
- Nie.
- Babciu...a jak wygrasz pieniążki, to co będziesz robić?
- Jak to co? Mogę tobie dać na przykład.
- Oj babciu! To wygraj te numerki.

Niedobrze. Magia pieniądza zdobywa nasze dziecko.
A w sobotę kumulacja...

piątek, marca 16, 2007

Nic nie dawali

W kościele u Biskupa jest na mszy kazanie dla dzieci. Kazanie jest o chorobach i ksiądz ilustruje je różnymi lekami, wyciąganymi na tę okoliczność z woreczka. Wyciągają dzieci, zgromadzone u ołtarza. Wśród dzieci jest gdzieś i Hania. Dokładnie nie widzimy, bo to za węgłem.

Kazanie się kończy, jest puenta, a dzieci wracają do ławek. Idzie i nasza pociecha. Siada w ławce. I od razu widzimy, że jakaś taka niewyraźna. Po chwili zawiedzionym głosem wyjaśnia:
- Nic nie dostałam...

Proszę Biskupa. Następne kazanie o gromadzeniu dóbr wszelakich poprosimy.

piątek, marca 09, 2007

Strachy na lachy

- Tato bajaga!!
Wielkie jak pięciozłotówki oczy Marysi lustrują te ciemniejsze zakątki pokoju. Przed chwilą jeszcze czytaliśmy bajkę.
- Gdzie, Marysiu? Nie ma żadnej baby jagi.
Oczy nadal czujnie lustrują okolicę.
- Jest, jest.
- Marysiu. Nie ma. Nic nie słyszę.
- Ja słyszę.
Cóż. Dzieci muszą się czasami pobać. Mają to chyba we krwi.

niedziela, marca 04, 2007

Egzamin praktyczny

- Tata! A jaki to znak?
- Że co?
- Jaki to był znak?
- Hę?
Jedziemy do domu od dziadków. Słoneczny, ciepły, lutowy dzień, a wszyscy wariaci już dawno nas wyprzedzili.
- Tato, a ten?
Cholera! Znów przegapiłem.
- Tamten? - gram na czas, nerwowo wykrzywiając głowę i próbując po kształcie w lusterku domyśleć się, co to było.
- Tak, tamten.
- Przejście dla pieszych.
Chyba.
- A ten, tato? Co to za znak?
Jasna dupa! Co to, egzamin jakiś?
Nie ma wyjścia, trzeba się od nowa nauczyć zwracać uwagę na znaki.