To był czwarty kilometr. Hanię bolała otarta na pięcie noga. Szła więc z butem zsuniętym, tak jakby w klapku, z przydepniętą cholewką. Skręciliśmy akurat w złym kierunku, schodząc ze Starego Książa w kierunku Pełcznicy. Przewodnik stada zorientował się pierwszy i zatrzymał rozglądając czujnie. Było lekko pod górkę. Hania zatrzymała się za nim nagle, wykonując jednocześnie obrót w stronę mamy. But oczywiście zsunął się jej ze stopy. Uniosła więc odruchowo bosą nogę i straciła równowagę. Chwyciła się mamy i pochyliła, by sięgnąć po obuwie. Wybita z rytmu mama zachwiała się lekko i odruchowo chwyciła mocniej prowadzoną za rękę Marysię, która pod górkę może tylko iść, bo jak stanie, zaczyna staczać się w dół. Aby chwycić ją pewnie, również nieco się pochyliła. Hania pochwyciła but ale chyba ją przeważył. Żeby utrzymać równowagę machnęła drugą ręką, którą trzymała się dotąd mamy. Palcami trafiła w okulary mamy, nieco je przekrzywiając. To był czwarty kilometr i trzecia godzina. Mama była już u kresu wytrzymałości.- K.... mać! – rzuciła z pasją.
- Mama powiedziała k.... mać! – potwierdziła Marysia z takim jakby zaskoczonym uśmiechem.
- Marysiu! Dzieciom nie wolno mówić k.... mać – skarciła ją natychmiast Hania.
- K.... mać! – nikt nie będzie Marysi mówić co wolno a co nie. A już szczególnie Hania.
Edyta poprawiła tylko okulary i wszyscy ruszyli w kierunku wskazanym przez dziwnie poczerwieniałego przewodnika. Dobrze, że to las był i ścieżka pusta.
2 komentarze:
Chłopie, a Ty musisz zdradzać wszystkie tajemnice rodziny? zero prywatności, czuję się osaczona.raz sie człowiekowi wyrwie a juz cała Polska musi o tym wiedzieć.
Boże, czemu ja tego nie widziałem?! Hahahahah. Świetne! Gratuluję tak zgranego kolektywu! :))))
Prześlij komentarz