Kiedy cotygodniowe zakupy w markecie zaczęły nas męczyć, kiedy każda wizyta po pięciu minutach zmieniała się w koncert życzeń, a następnie w lament, że życzeń tych nie chcemy spełniać - podjęliśmy decyzję, że przestajemy zabierać dzieci ze sobą. W szczególności zaś Hanię.Dzięki uprzejmości dziadków i cioci Ani mogliśmy w końcu w świętym spokoju pomykać między półkami.
Ale ostatniego wieczoru wszystko się skończyło:
- Mamo? Coś ostatnio dawno na zakupy nie jeździliśmy...
Drżyjcie działy z zabawkami. Hania powraca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz