środa, września 28, 2005

Jesienna zaduma

W czasie dzeszczu dzieci... Posted by Picasa
Piękna pogoda...była. Nagle ta jesień słoneczna taka, ukazała nam swe drugie oblicze. Zaczęły się jesienne słoty. W nocy deszcz budzi, stukając o parapety do wtóru odległym grzmotom. W dzień łzy spływają po szybach. Chłód zakrada się do kątów. Jaka właściwie powinna być jesień? Któa jest bardziej prawdziwa? Ta złota, czy ta z błota? W taki czas jesienny wracają do głowy słowa naszej piosenki, śpiewanej przy harcerskich ogniach:
Smutne klamerki Posted by Picasa
Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję poemat chwalę
Biorę się za słowa jak za chleb
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej...
Jesiennej strony
Deszcz Posted by Picasa
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej...
Jesiennej strony

piątek, września 23, 2005

Nie wszystek umarliście

Dziadek Posted by Picasa
Józef Woszczyński, mój dziadek. Malwina Woszczyńska z domu Orłowicz, moja babcia. Nie poznałem Was nigdy. Mówi się, że czego oczy nie widziały, tego sercu nie żal. Jakże nieprawdziwe. Nie wtedy, kiedy chodzi o rodzinę. Po Tobie, dziadku, mam chociaż zdjęcie, zżarte przez czas, obozowe. Może Twoje ostatnie. Stoisz, na wpół uśmiechnięty, w kapeluszu i przyciasnej marynarce. Mogę spojrzeć Ci w oczy. Ty patrzysz w moje. Po Tobie, babciu, nic nie mam. Kilka opowieści Twojej córki, kilkuletniej zaledwie gdy odchodziłaś. Te opowieści powiększają tylko pustkę. O co oprzeć mam swoje myśli, gdy myślę o Tobie? Rozpraszają mi się i już nie mogę ich pozbierać.

Ta stara fotografia, jedyna w rodzinnym zbiorze, jest kłamstwem. Daje złudzenie rzeczywistości. Sprawia, że istnienie dziadka wydaje się realniejsze od istnienia babci. To niezwykłe jak stary kawałek papieru może wpływać na naszą świadomość.

Dziakowie moi, jeśli macie gdzieś tam w niebie stałe łącze, wiedzcie, że choć przepadły Wasze groby, choć stara tylko fotografia jedna, to tutaj, na dole, wciąż się Was pamięta.


Józef Woszczyński:
  • data urodzenia - nieznana
  • miejsce urodzenia - nieznane
  • miejsce śmierci - Warszawa
  • data śmierci - sierpień/wrzesień 1944r.
  • uciekinier z niemieckiego obozu, działacz ruchu oporu, uczestnik Warszawskiego Powstania
Malwina Woszczyńska:
  • data urodzenia - nieznana
  • miejsce urodzenia - wieś Świnka k. Smorgoni, powiat Oszmiana
  • miejsce śmierci - Warszawa
  • data śmierci - w czasie okupacji stolicy
  • działaczka ruchu oporu, zastrzelona przez Niemców

czwartek, września 22, 2005

Grypa

Oczy chorego dziecka Posted by Picasa
Jak można pomóc choremu dziecku? Przytulić? Nie pomaga. Lekarstwo? Pluje i płacze. Puścić bajki? A gdzie tam bajki. Nieba uchylić? Za wysoko...
Lepiej nie chorujcie nam dzieci. Lepiej w zdrowiu żyjcie. Wychorujecie się jeszcze. Na starość.

środa, września 21, 2005

Młodsza siostrzyczka

Cóż rodzice mogą Ci na to poradzić? Tata jedynak i mama najstarsza z rodzeństwa. Oni nigdy nie byli młodszym bratem ani siostrą. Nie wiedzą, jak to jest, gdy wszystko robi się gorzej od tej starszej - mniej sprawnie chodzi, prawie nie mówi i jest się takim słabym. A człowiek tak by chciał, tak bardzo by chciał ją naśladować! Razem biegać, śmiać się i turlać. Nie wiedzą, jak to jest, gdy za niezręczną czułość dostajesz kuskańca albo upadasz popchnięta. Ah! Robić to co ona i bawić się jej zabawkami...

Niemożliwe córeczko. Cóż rodzice mogą Ci na to poradzić.
MarysiuuuuPosted by Picasa

wtorek, września 20, 2005

Jestem sobie przedszkolaczek

Jesteś tam, tato? Posted by Picasa
Jak to się dzieje, że odważne, przebojowe dziecko, po kilku dniach w przedszkolu nie chce już do niego chodzić? Najpierw roznosi salę zabaw na kawałki a kilka dni później trzeba je dosłownie siłą wyciągać rano z domu. Czy to nagle uświadomiony strach przed zmianami, przed wyrwaniem z bezpiecznych zakątków domu i objęć rodziny rodziny czy też może przedszkole jest kiepskie? Czy to rozpieszczający córeczkę rodzice zawiedli, czy utrzymywana na siłę placówka działa bez polotu? Jedno jest pewne - w dobrym przedszkolu potrafią sobie radzić z takimi problemami. Potrafią przynajmniej być rzyczliwi dziecku i objąć go szczególną troską. W przedszkolu kiepskim sugerują przeczekać. "Jakoś to będzie". Poczekajmy więc do następnego września i spóbujmy w innej placówce.

poniedziałek, września 19, 2005

Imieniny

Solenizantka Posted by Picasa
Co to w ogóle są imieniny? Skąd to się wzięło i po co? Wpisując w Googlach hasło "imieniny" otrzymujemy dwa milony stron, a wszystko są to listy imion i kalendarze, opisujące co kiedy świętować. Ale ja chcę wiedzieć, kto to ustalił, kiedy i jak? Skąd wiadomo, że Edyty obchodzić trzeba akurat 16 września. Takie urodziny to ja rozumiem - mija okrągły rok od dnia przyjścia na świat - mamy święto. Ale imieniny? Imieniny? I dlaczego niby raz do roku, skoro są w kalendarzu imiona występujące częściej. Nawet nazwa głupia. Imieniny. Kto za to odpowiada? Nie wiadomo. Tak czy siak. Edyty imieniny dopiero za rok.

sobota, września 17, 2005

Taki na przykład kapeć

Kapeć Posted by Picasa
W życiu małego dziecka jest jeszcze tyle przedmiotów do odkrycia. Wszystkie nowe i czekające na swego Kolumba. Nawet taki prozaiczny kapeć może się stać obiektem fascynacji. Marysia jeszcze nic nie wie o płytkości jego bytu, może więc cieszyć się tym, że po prostu jest. Widzi żywą barwę, w dotyku czuje ciepłą miękkość i kształt, tak różny od podrzucanych przez rodziców, nudnych już grzechotek. I jeszcze ta przemożna chęć poznawania rzeczy, które mają etykietkę zakazanego owocu - pilotów, sprzętu stereo, cyfrówki czy błyszczącej tafli piekarnika... Jakże ciekawym jest każdy dzień 10 miesięcznego człowieka

piątek, września 16, 2005

Jesień idzie, nie ma na to rady

Porządki w ogrodzie Posted by Picasa
Niby to dopiero początek września, a jesień już dosłownie czuć w powietrzu. I do końca nikt nie wie, po czym się to poznaje. Przecież ciągle jest ciepło a spadające od lipca żółte liście nie są żadnym wyznacznikiem. Co powoduje, że w ogrodach nagle zapalają się ogniska, koty nabierają sierści a dziadek i babcia (ci z piosenki, co to wiedzą najlepiej), zakładają cieplejszy sweter? A może to te zamglone poranki, krótsze dnie i zwyczajne zmęczenie latem? Może potrzebujemy odrobiny tej jesiennej zadumy. Eh "jesień idzie, nie ma na to rady..."

czwartek, września 15, 2005

No to zaczynamy cz. 2

No tak, wrzuciliśmy już pierwsze zdjęcie, ale wypada chyba jeszcze parę słów powiedzieć o nas i o tym Blogu.


Otóż nigdy nie lubiłem blogów i całego z nimi zamieszania. Ekshibicjonizm jakiś nowomodny i tyle - uważałem. Nie bez kozery tradycyjne pamiętniki zamyka się na kłódeczki i chowa w dolnych szufladach. Z drugiej strony jednak zawsze radość sprawiało mi pokazywanie zdjęć naszych dzieci.


Google podsunęło nam pomysł i zaoferowało rozwiązanie, jak kompromisowo połączyć odrobinę jakichś tam przemyśleń i spostrzeżeń z prezentacją najbardziej aktualnych naszych zdjęć. Fotoblog niniejszy jest tym czymś. Nie wiemy jeszcze, jak to wyjdzie, ale dotychczasowe efekty przypadły mi do gustu. Jednocześnie Fotoblog niniejszy stanowi część naszej domowej strony. Link do niej macie po prawej stronie.


Może parę słów o bijącej z dotychczasowych zdań schizofrenii - jak można zauważyć raz piszę w liczbie pojedynczej, za chwilę w mnogiej. Wyjaśniam więc - generalnie strony nasze, w tym i tego Bloga, tworzę sam, jednak robię to w imieniu rodzinki. Proszę więc o wyrozumiałość w trakcie stawiania diagnozy i w trakcie lektury dalszych postów. W zależności od kontekstu raz będzie to coś ode mnie, raz od rodziny.


Fotoblog to efekt żalu w oczach mojej żony. Niedawno zmuszony byłem usunąć cały stos zdjęć z naszej domowej strony. Kończyło się ciężko opłacane miejsce na serwerze, na którym strona jest postawiona. Nie było wyjścia a żonie było przykro. Nie można było tak tego zostawić. Szukając alternatywnych rozwiązań - odkopaliśmy pomysł Google'a (będąc użytkownikami programu Picasy znaliśmy już koncepcję Hello i Bloga, ale dotąd nie wydawała się nam atrakcyjna). Od pomysłu do czynów krok - oto i macie Fotobloga.


Pokazywać zaś mamy co. Jak niektórzy wiedzą, a pozostali za chwilę się dowiedzą, naszym dzieciom zdjęcia robimy codziennie. Od urodzenia. Nie wspomnę, ile pracy kosztuje utrzymanie tego zbioru w jako takim porządku. Fakt, że wszyscy zarzucali nam brak możliwości oglądania najbardziej bieżących zdjęć - "ani odbitek, ani w necie nic a przecież tydzień temu byliście w takim ciekawym miejscu!" - narzekali. Oto i odpowiedź. Powierzchnia udostępniana na Blog wystarczy nam, według przybliżonych szacunków, na jakichś 15 lat działalności. Do tego czasu internet pięć raz zmieni swoją ofertę w tym zakresie. Dysponując tak dużym marginesem czasu nie pozostaje nam nic innego, jak zaprosić do oglądania!

No to zaczynamy

Hania na tle...Hani Posted by Picasa
"Patrz pan, jak te dzieci się szybko starzeją", powiedział kiedyś nasz sąsiad. Święta to prawda, chociaż taka bardziej ludowa. Chyba najlepiej widać to na tym zdjęciu. Raptem trzy lata minęły od mementu zrobienia tej fotografii widocznej w tle a widzimy już zupełnie innego człowiczka. Nosi kolczyki, w złości bije mniejszą siostrę, potrafi zrobić na złość rodzicom by za chwilę ich rozczulić. Staramy się pokazać ten cud obiektywami naszych aparatów. Czy to w ogóle możliwe...