Marysia ma to do siebie, że podróżując popołudniem samochodem, lubi przysnąć. Jest to o tyle kłopotliwe, że potem wieczorem spać nie chce... Najlepszym lekarstwem na to jest rozśmieszyć ją do łez. Nieważne jakim sposobem.

Jedziemy więc sobie całą rodzinką, jest popołudnie. Mama stroi miny i coś tam gulga do Marii. Ta zaś wręcz zanosi się śmiechem.
I na to wypala Hania:- Mamo?! A czemu Marysia się śmieje a ja się nie śmieję?
- Eee...
Właściwie jak tu w kilku słowach streścić pojęcie poczucia humoru i tego, że w różnym wieku śmieszą nas różne rzeczy i że w ogóle różnych ludzi co innego śmieszy i że... eh.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz