wtorek, lutego 20, 2007

Bibliofil

Z pewnej okazji tata Jarek dostał prezenty. W tym od ukochanej żony zamówione wcześniej Lex Perpetua Sapkowskiego.

Znać radość na twarzy taty musiała się wyraźnie objawić, bo Hania momentalnie przejęła inicjatywę:
- Tato! Zaczekaj. Ja też dam ci prezent! - po czym znika na pięterku. Słychać tam szurania, sapania i stukoty.

Po chwili Hania wraca. Targa coś po schodach w wielgachnej torbie. Zbyt długie uszy oraz ciężar powodują charakterystyczny efekt wleczenia trupa, znany z filmu dla dorosłych.
- Tato! To dla ciebie! - oświadcza z radością w oczach, czekając na taty reakcję.

W torbie wszystkie tomy Diuny, komplet opowieści o Czarnej Kompanii oraz wybrane na chybił trafił opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych.
- Córeczko! Moje ulubione książki! Dziękuję!! Wspaniały prezent.

Obserwująca całe zajście Marysia na te słowa, bez słowa, znika na schodach. Słychać szuranie, stukoty. Po chwili wraca. Torba jest mniejsza. W torbie ładunek skromniejszy - kilka marysiowych, podniszczonych bajeczek.
- Tata maś!
- Marysiu! Urocze. Moje ulubione książki! Dziękuję!

Obserwująca całe zajście Hania na te słowa znika na schodach...

Przed południem w salonie znajdują się już dwie pełne półki książek ze zbiorów Jarka oraz proporcjonalna liczba bajeczek.

Całą zabawę psuje Edyta swoim jakże racjonalnym pytaniem:
- A kto to wszystko odniesie na górę?
Jest chwila milczenia.
- Tato! Włącz mi gierki.
- Bajki ciem.
- To ja pójdę porąbać drewno.

A tak było miło.

Brak komentarzy: