
Była więc taka akcja:
Nasz kotek sympatyczny dopadł mysz. I jak to kotek po krótkiej i brutalnej zabawie rozpoczął myszy tej konsumpcję. Wszystko to na oczach dzieci.
Hania zaczęła wrzeszczeć i płakać i w ogóle dostała histerii.
Marysia zaś postanowiła kotka wychować. Poinformowała go ze spokojem w głosie, że niedobry jest kotek i że w domu najważniejsza jest mama. Nie do końca wiadomo, co miała na myśli ustalając tę hierarchię - może, żeby się kotek nie zabrał aby czasem za konsumowanie mamy? Nieważne.
Ważne, że na te słowa histeria Hani zgasła jak spadająca gwiazdka. Przestała ryczeć i stwierdziła po krótkim, trzysekundowym milczeniu, że najważniejszy jest tata...
Nim rzeczony tata zdążył jednak pęknąć z dumy, czy też chrząknąć znacząco do mamy, czy też zrobić cokolwiek - Hania zmieniła zdanie i oświadczyła: "to znaczy nie, w domu najważniejsza jest Hania...".
Ten rodzinny wyścig szczurów zakończył wyraźnie zdegustowany kotek, wypluwszy zaduszoną myszkę na trawę. Następnie z godnością machnął nam ogonem udając się na dalsze łowy.