Dzieci nasze są bardzo przedsiębiorcze. Często organizują różne przedsięwzięcia zarobkowe - ostatnio Hania grała na gitarze na ulicy i zebrała jakąś kasę. Często też jedynymi sponsorami tych pomysłów są rodzice.
Dlatego też Marysia sprzedająca bilety na film jakoś nas nie zaintrygowała. Do tego pozwalała kupować za wymyślone pieniądze... Tata kupił cztery.
Zadowolony z siebie, po zakupie nie zapytał nawet o to, na jaki film trzeba pójść. A wydaje się, że o to w tej zabawie chodziło.
Skoro nie zapytał, Marysia zakomunikowała to nie pytana:
- Kupiłeś bilet na Cmentarz!Oj...
PS. Mam jeszcze trzy wolne wolne miejsca. Ktoś się wybiera?
