czwartek, lipca 31, 2008

Fizyka nie mistyka

Jednym z rozlicznych efektów rocznego uczęszczania Hani do przedszkola było przyswojenie sobie pewnych nowych pojęć.

Ci, którzy liczą na kolejną opowieść o wulgaryzmach, zawiodą się jednak. Pojęciem, które zrobiło furorę w słowniku Hani jest "nieskończoność".

Wszelkie licytacje na zdolności, licytacje na przedmioty, licytacje na wydarzenia kończą się obecnie ostatecznym podsumowaniem:
- A ja mam/byłam/umiem nieskończoność!

Nieskończoność lalek będę miała. Nieskończoność rysunków wyrysowałam. Zjem cukierków nieskończoność.

Jak widać z przykładów trudne pojęcie nieskończoności ma u Hani na razie wymiar czysto fizyczny. Strach jednak pomyśleć, co będzie, gdy w jej umyśle zagości i mistyka.

piątek, lipca 25, 2008

Dzieci Stirlitza

Jak świat długi i szeroki, jak świat światem, jak na całym świecie tak i w Wałbrzychu dzieci uwielbiają, jak się im coś kupuje. Nieważne co. Może być drogie, może być tanie, potrzebnie-niepotrzebne, duże lub małe. Niech tylko rodzice to kupią. Bo dziecko bardzo chce!

A rodzice zazwyczaj kupić nie chcą...

Hania radzi sobie z tym w najbardziej chyba rozpowszechniony sposób - zamęczając (najczęściej mamę) na śmierć.
- Mamusiu, kupisz? Kupisz mi?? Mamusiu, proszę. Kup mi. Mamusiu. Mamusiu? Mamusiu kup! - efekt tych zaklęć jest zazwyczaj dość marny.

Marysia stosowała tę metodę - z podobną do Hani skutecznością. Ostatnio jednak, mimo, że ponad dwa lata młodsza od Hani, wprowadziła własne modyfikacje.

- Mamusiu. Nie kupimy tego, prawda?

Majstersztyk!! Po pierwsze zwróćcie uwagę na zmianę osoby - już nie "kupisz" ale "kupimy". Przecież o takich zagrywkach najwcześniej na studiach uczą! A tu szkrab trzy i pół roku mamie wodę z mózgu próbuje robić. Po drugie ta cudowna, zawarta w podtekście prośba, wyrażona zaprzeczeniem. Normalnie sam się portfel otwiera.

Przypomina się kabaretowa puenta pewnego serialu szpiegowskiego:
- Ja wiem, że on wie.
- On wie, że ja wiem, że on wie.
- Ja wiem, że on wie, że ja wiem, że on wie - itd.

A więc czy Marysia już wie, że jej mama wie, że córeczka wie, że Edyta nie ma zamiaru kupić jej szesnastego z kolei pluszowego misia?

piątek, lipca 18, 2008

A imię jego...

Kiedy rodzice lub rodzeństwo mają do Marysi jakieś anse, wtedy zwracają się do niej per "Maria" - bez zwyczajowego zdrobnienia.

- Maria! Chodź tu!
- Maria! Cicho bądź!
- Maria, przestań!

Maria to i Maria tamto. Rzeczona Maria, wciąż przecież trzylatek przyjmujący świat takim, jaki jest, uznała ostatnio, że pora zaprotestować. Siedzieliśmy sobie akurat w grodzie królewskim gdy padło to oświadczenie:
- Po raz ostatni wszystkim wam mówię - NIE JESTEM MARIA!!!

poniedziałek, lipca 14, 2008

Zaborcy powracają!

Dzieci bawią się w przebieranki.
Hania dociera w pewnej chwili do podkolanówek Edyty - na niej wyglądają jak rajstopy.

- Zobacz mamo, jak na mnie pasują te twoje.
- No. Pasują.
- To teraz już będą moje - brak znaku zapytania w tym zdaniu jest nieprzpadkowy.
- Noooo, nie wiem...
- Mamo!! Niedługo i tak wszystkie będą moje!

Pierwszy rozbiór Polski też wyglądał niewinnie.

czwartek, lipca 10, 2008

Człowiek demolka

Tata stłukł lampę.

Hania (w panice): Ale nie wyrzucicie jej?
Mama: No jak nie, Haniu. Przecież ona jest w kawałeczkach. Trzeba będzie kupić nową.
Hania (smutna mina): Ja na tę nowa wcale nie będę patrzeć. Bo ta nowa jest brzydsza od tej starej!!

Tak. A tata 10 minut później poszedł rąbać drewno. I przy pierwszym zamachu złamał siekierę.