piątek, lutego 29, 2008

Tata zabłysnął

- Tato! Zobacz. Sama ubieram koszulę!
- Wow! To ty już duża jesteś?
- Taaaak. Tylko mam jeszcze mało lat.

Marysiu. Nieważne , ile masz lat. Ważne, na ile się czujesz.

sobota, lutego 23, 2008

Specialite de la maison, part II

Do poprzedniej historyjki była jeszcze jedna puenta. Wymaga jednak drobnego wprowadzenia.

Mała Hania, odwrotnie niż ostatnio, uwielbiała jajecznicę. Był to jeden z jej codziennych posiłków. Jednak nasza pani doktor zauważyła, że Hani nadmiernie rosną piersi. Wytłumaczyła nam, że kury są w dzisiejszych czasach tak faszerowane hormonami, że dzieci spożywające kurze jaja w większych ilościach zaczynają rozwijać się za szybko. Zaleciła odstawić potrawy jajeczne. Tak też i uczyniliśmy co w efekcie doprowadziło do dzisiejszego jajowstrętu Hani.

Opowieść tę przytoczyła Edyta zrozpaczonej Hani, gdy zmuszała ją do ponownego zapoznania się ze smakiem jajecznicy. Próbowała też przy tym wykorzystać naturalną próżność kobiet:
- No i wiesz Haniu. Bo od jajek to rosną piersi...
Hania zrobiła na to naprawdę wielkie oczy.
- Mamo! To ile ty jajek zjadłaś?!

wtorek, lutego 19, 2008

Specialite de la maison

Mama zdecydowała pewnego dnia, że najwyższy już czas wprowadzić jakieś bardziej zdecydowane posunięcia w zakresie różnicowania dziecięcej diety.

Dnia poprzedzającego godzinę W strzeliła pogawędkę o poznawaniu nowych smaków, porównując to zjawisko do poznawania świata i radości płynącej z dokonywania odkryć na miarę co najmniej Kolumba. Zaś nazajutrz...

Nazajutrz na obiad była jajecznica.
- Buuuuuu!!! - obie dziewczyny rozpłakały się już na sam widok. Było rozdzieranie szat, teksty o bolących brzuchach, rączkach oraz wszelkie stopnie odruchów wymiotnych. Słowem wszystkie te stare sztuczki, sprawdzające się dotąd niezawodnie.

Tym razem jednak mama pozostała nieugięta.
Pierwsza poddała się Marysia. Jednym zębem bo jednym, ale rozpoczęła konsumpcję.
Hania broniła się dłużej, ale bez moralnego wsparcia ze strony Marysi i ona musiała w końcu skapitulować. Przez łzy zaczęła jeść.
- Mamooooo. Ale jutro już tego nie zjem...
- Jutro nie - zapewniła mama bardzo znaczącym tonem. Hania chwyciła w lot tę aluzję.
- Nie? A co?!
- Zupę pomidorową.
- Buuuuu!!!! Nieeee!! Zupa pomidorowa jest okropna!
- To gołąbki.
- Buuuuu!!!! Nieeee!!
- Owoce morza....
- Nieeee!!! Ja nie chcę!!
- No to perpetuę....
- Buuuuu!!! Tylko nie perpetuę!!!!!
- To w takim razie co?
- Kulki z mlekiem.
- Kulki będą na śniadanie.
- To chleb.
- Na kolację. A na obiad?
- To niech już będzie ta jajecznica...

Gdyby wszyscy byli tacy jak Hania jest do jedzenia, to Ameryki do tej pory by nie odkryto.

czwartek, lutego 14, 2008

100 lat temu w przemyśle zabawkarskim

Zwiedzamy sobie muzeum zabawek. Wiecie - muzeum jak to muzeum - same starocie na półkach. Wiecie też pewnie i to, że onegdaj ideał piękna był nieco odmienny od obecnego. Jak się okazuje miało to swoje odbicie i w zabawkach.
Komentuje Marysia:
- Mamo. Ale te lale to mi się nie podobają...
- A dlaczego?
- Bo to same grubasy.

No co fakt to fakt. Barbie wymyślono duuużo później.

piątek, lutego 08, 2008

Praktyka zarządzania zasobami ludzkimi

Hania i Marysia bawią się w zabawę, którą wymyślił dziadek. W burzę.
Role przydziela Hania:
- Marysiu! Ja będę piorunem, a ty małym dzieckiem.
- Dlaczego?
- Marysiu! Bo dla ciebie to nie będzie trudne zadanie.

Chcąc kierować ludźmi , musimy być przygotowani na takie pytania.
I Hania jest.

wtorek, lutego 05, 2008

Wiek niewinności

Fredzia i Ziggi, dwa oswojone koty dachowe, odwiedziły nas pewnego wieczora całkiem znienacka.

Ogólne zamieszanie, jakie na tę okoliczność wybuchło, zmusiło je do pośpiesznego wycofania się na pozycje bezpieczne. Fredzia wlazła za szafę. Ziggi pod kanapę.

Niepocieszonym dzieciom trudno to było wytłumaczyć. Chciały przytulać, głaskać i całować. A koty nie chciały. Dlaczego!?
- Musicie zrozumieć. Kotki pewnie was jeszcze nie znają i trochę się boją.
- Jak to kotki mnie nie znają - oburzyła się na to Marysia - przecież ja jestem Marysia Zając!

Słodki czas, kiedy "ja" znaczy "świat".

piątek, lutego 01, 2008

Chodzi lisek koło drogi

MAMA: Szłam sobie przez rzeczkę, zgubiłam czerwoną wstążeczkę. Odnalazł ją tata.
TATA: Kto? Ja?
MAMA: Tak. Ty.
TATA: To nie ja.
MAMA: A kto?
TATA: Odnalazła ją Hania.
HANIA: Kto? Ja?!
TATA: Tak. Ty.
HANIA: To nie ja!
TATA: A kto?
HANIA: Odnalazła ją Marysia.
MARYSIA: Nieprawda!!!

Marysia będzie kiedyś świetnym adwokatem.