środa, grudnia 16, 2009

Jest sroga zima

Za oknem sypie śniegiem, temperatura spadła poniżej poziomu przyzwoitości a my, trochę jak w piosence, o lecie myślimy nieśmiało. A może po prostu na przekór mrozom podajemy opowieść wakacyjną, która wcześniej nie zdążyła znaleźć sobie miejsca na łamach bloga.

Otóż spędzając wakacje w Międzyzdrojach nie można nie nadziać się na zarabiających na letnikach artystów. Artyści robią różne cuda - puszczają wielgachne bańki, grają na instrumentach albo stoją nieruchomo całymi godzinami (i to o dziwo też jest atrakcja). Ci co nie mają żadnych zdolności chodzą po plaży i sprzedają hot-dogi.

Dzieci nasze oglądały to wszystko z niezdrową fascynacją. Od drugiego dnia pobytu snuły już własne wizje wzbogacenia się. Zabawa w zarabianie stała się głównym tematem poplażowych zabaw. Hania, której w drodze nad morze nieopatrznie kupiliśmy peruwiański instrument - pogrywała nam nieustannie. Za pieniądze oczywiście. Marysia jednak grać nie umiała (ani nie miała na czym), wymyśliła więc własny sposób na biznes. Założyła nadmuchiwane koło, koronę księżniczki kupioną na straganie i oświadczyła:
- Ja będę zarabiać jako ładność!

wtorek, grudnia 01, 2009

Kłamstwo ostateczne

Jak wszystkim wiadomo Święty Mikołaj jest już w drodze. Tematy prezentowo-behawioralne dominują więc w codziennych rozmowach z naszymi dzieciakami.

- Mamo? a ja słyszałam w szkole, jak jedna pani mówiła, że to rodzice kupują dzieciom prezenty a nie Mikołaj przynosi...

Edyta zapowietrzyła się na krótką chwilę. Może czekała na wsparcie męża, ale ten akurat kierował samochodem, czuł się więc zwolniony z konieczności ratowania mikołajowego mitu.
- Eeee, no wiesz Haniu...TAK MÓWIŁA?
- No.
- Powiem ci prawdę. Bo tym niegrzecznym dzieciom, to rzeczywiście rodzice kupują. Bo im to by przecież Mikołaj nic nie przyniósł, prawda? A rodzice nie chcą, żeby im było przykro. Ale tym dobrym to Mikołaj przynosi.

Uwierzyła.
Pewnie ostatni już raz :-(

poniedziałek, listopada 23, 2009

Lekcja anatomii

Marysia lubi czasami wzbudzić czyjś żal. Najczęściej celem tych zabiegów są rodzice. W szczególności zaś mama.

Pewnego wieczora, podczas przygotowań do zgaszenia światła, Marysia prezentuje wyjątkowo smutną minę, popartą nawet łezką w oku.
- Marysiu, co się stało? - zapytuje zaniepokojona mama.
- Wykręciłam sobie kostkę plecową!
- Co? Jak można sobie wykręcić taką kostkę?
- No nie wiem. Sama się jakoś wykręciła. Ja tylko leżałam.

Wy też uważajcie na swoje kostki plecowe.

piątek, października 23, 2009

Nowy w dzielnicy

Na dzielnicę przybył nowy. Zamieszkał u nas za płotem. A ponieważ nowy jest płci męskiej, powitać go poszły wszystkie trzy kobiety z naszej ferajny.

Wizyta przebiegła w przyjaznej atmosferze. Nowy został zapoznany, oceniony i zaszufladkowany jako niezłe ciacho.

Po powrocie tata pyta Marysię:
- I jak?
- Fajnie.
- No ale jaki jest?
- Fajny.
- Fajny, fajny. A mówił chociaż coś?
- Oj tato mówił, mówił. Ale tak wiesz, po dzidziemu.

Mówiącego po dzidziemu nowego sąsiada Błażejka pozdrawiamy.

wtorek, września 22, 2009

Bo fantazja jest od tego...

Podczas wieczornych fantazji Marysia opisuje dom Zębowej Wróżki. Trzeba wam przy tym wiedzieć, że ZW cieszy się w naszej rodzinie estymą porównywalną z Mikołajem czy Zajączkiem Wielkanocnym. Z wiadomego powodu.

Dlatego też opis domu jest bogaty, pełen przymiotników i innych udziwnień. Prawdziwa bajka. Tylko zakończenie jakieś takie mało fantastyczne:
- Tak to sobie w wyobraźni swojej wyobrażam, ale moje wyobraźnie na pewno nie mają racji.

poniedziałek, sierpnia 24, 2009

Badminton

Hania poznała tę dyscyplinę tego roku podczas pobytu w Jeziornej. Od tej pory zamęczała tatę, żeby kupił rakietki. Gdy wreszcie się doprosiła, pozostała kwestia drugiej osoby...
- Mamooo! Zagraj ze mną!
- Nie mogę!
- Ale mamo, obiecałaś.
- Ale teraz nie mogę.
- Haniu! Ja mogę z tobą pograć! - Marysia też polubiła ten sport, choć z nią, ze względu na jej mizerne umiejętności, w ogóle już nikt nie chce grać.
- Ale ja z tobą nie chcę!
- Mamooo! A Hania nie chce ze mną graaać!!
- Trudno. Jak nie przyjmie twojej propozycji, to wcale nie będzie grała.
- Hanka słyszałaś!? Albo nie będziesz wcale grała, albo przyjmujesz moją POZYCJĘ!

piątek, sierpnia 14, 2009

Zagadka godna Golluma

Jedziemy samochodem. Marysia po lewej w swoim foteliku, Hania po prawej. Dziewczyny zazwyczaj podczas jazdy wchodzą w jakąś interakcję - a to się pobiją, a to pobawią - w zależności od humoru. Tym razem Marysia zauważa, że Hania coś przeżuwa.
- Hanka. Co tam jesz?
- Nie powiem!
- Powiedz!!
- Zgadnij, to powiem!
- Powiedz!
- Zgaduj!
- No dobra...loda?
- Nie...
- Ciastko?
- Nie...
- Cukierka?
- Nie...
- Swojego zęba?

No, nie zgadła.

czwartek, sierpnia 06, 2009

Krzyż Pański z ubieraniem dzieci

Wychodząc do babci Lucyny na niedzielny obiadek, rodzinka jak zwykle spóźniona. Mama, chcąc podgonić tempo, pomaga Marysi ubierać się. Marysia jednak zajęta jest innymi rzeczami i specjalnie nie chce współpracować. A ponieważ spóźniać się nie lubimy, sytuacja jest nieco nerwowa. W końcu, w okolicy butów, Edyta wybucha:
- Weź ułóż te stopy jakoś! A nie, ta leży i sztywne nogi!
Marysia spogląda na mamę z politowaniem a potem zwraca się do Hani i kpiącym tonem informuje:
- Słyszałaś? Mama powiedziała "talerzy"...

Czy to już jest łapanie za słówka?

czwartek, lipca 23, 2009

Wspomnień czar

Kupując większy samochód w pakiecie dostaliśmy do niego firmowe radyjko a w radyjku tym zamiast odtwarzacza CD starodawny magnetofon na kaseciaki (no nie jest to najnowszy model samochodu...).

Szykując się więc teraz do wakacyjnego wyjazdu odgrzebaliśmy stary zbiór swoich nagrań, zapomniany dotąd w rupieciarni, pod stertą innych niepotrzebnych gratów.

Rany julek, ile w tym starym pudle znaleźliśmy hiciorów - wszystko dawno zapomniane, nagrane w czasach, gdy nikt nie słyszał od prawach autorskich. Piraci mieli wtedy legalne firmy, niektóre o znanych markach. I sami padali przy okazji ofiarą innych, mniej solidnych piratów. My z kolei na kolejne nagrania wydawaliśmy ostatnie, studenckie oszczędności, często rezygnując z obiadu. Albo nagrywaliśy to i owo po nocach, najczęściej z audycji w Trójce.

Wspomnienia są fajne, ale jest też i jeden problem. Edyta wybrała na wyjazd kilkanaście kaset. Jarek drugie tyle. Znalazło się nawet kilka płyt z przebojami dla dzieci. Nowy samochód może i jest dużo większy od Matiza, ale bez przesady. A wszystkie te płyty krótkie...

Jednak kasety mają dla nas jakąś sentymentalną wartość. I pomyśleć, że dwa lata temu ogłoszono koniec ery kasety magnetofonowej... dla nas stanowczo za wcześnie!


piątek, lipca 03, 2009

Zajęczy wieprzek

Jedziemy samochodem. Wracamy z jakiejś wycieczki i jak to w drodze powrotnej trwa rozmowa na różne luźne tematy. Hania snuje zaś marzenia:
- Ale było by fajnie, jakbyśmy wygrali sto tysięcy.
- No, ja też bym chciała tak wygrać - to mama.
Hania ma już nawet plany co do tych pieniędzy:
- Ja to bym sobie konia kupiła!
- Ja też!! - to Maria.
- Dobra, jak wygramy, to wam kupimy - mama ucina te dość niewygodne dla nas plany. Tak się jej przynajmniej wydaje.
- Ale fajnie! Będę miała konia! - to znów Maria, nieświadoma przykrych konsekwencji płynących z rachunku prawdopodobieństwa.
- Marysiu. Ale wiesz, że wygrać jest bardzo trudno?
- Wiem, wiem... - znaczy się: nie ściemniaj mamo, ja już wybrałam kolor swojego konia.

Wyłączona na chwilę z planów Hania dokonuje tymczasem dość niespodziewanej wolty:
- Albo nie! Ja wolę świnkę!

Cóż. Jak stwierdziła mama - ciągnie swój do swego.

poniedziałek, czerwca 22, 2009

Czas

Wędrując po sklepie Marysia trafia do działu z kosmetykami. Zatrzymuje się przy półce z mydłami.
- Mamo, kup mi mydło!
Trzeba zaznaczyć, że Marysia ma w domu jedno, przywiezione z Polanicy Zdroju, z mydlarni, całkiem mało używane, glicerynowe, z wtopionym wizerunkiem zajączka. Odpowiedź mamy jest więc oczywista.
- Nie ma mowy!
- Dlaczego?
- Bo już masz!
Chwila przerwy na ripostę...
- Mamo! Ale już czas na nowe!

Tak mamo. Stare mydła są dla starych ludzi a dzieci muszą mieć zawsze po jednym nowiutkim.

wtorek, czerwca 16, 2009

Ballada kolejowa

Stoimy na parkingu. Czekamy.

Stoimy już długo, bo pociąg wiozący mamę z Krakowa bardzo się opóźnia. Mamy pecha, ponieważ zgodnie z badaniami zleconymi przez PKP to właśnie nasza kolej jest najbardziej punktualną koleją w Europie. No pech jak cholera.

Dzieci na tylnej kanapie nudzą się jak mopsy. A im bardziej się nudzą tym mocniej marudzą. Nudę zaś szczególnie źle znosi Hania. Poniżej finał kilkunastominutowej konwersacji.
- Tata! A kiedy mama przyjedzie?
- Niedługo.
- A za ile minutek?
- Kilka.
- To mniej niż godzinkę?
- Mniej.
- A gdzie jest teraz?
- Może gdzieś koło Świebodzic.
- A to daleko?
- Niedaleko.
- Dalej niż do cioci Ani?
- Bliżej.
- A teraz ile zostało minutek?
- Kilka.
- Ale mniej niż ostatnio?
- O jedną mniej.
- To już mało, prawda?
- Niedużo.
- To kiedy mama przyjedzie?
- Aaaaa!! - to było w myślach
- Haniu, obserwuj po prostu szlaban. Jak zacznie się opuszczać to znaczy, że mama już nadjeżdża.

Zadowolony z siebie wałbrzyski Salomon wypuścił z zadowoleniem kilo powietrza z płuc w nadziei na chwilę spokoju.
- Tato? A co to jest szlaban?

W tym momencie myśli poddawanego praniu mózgu taty powędrowały dziwnymi torami i zatrzymały się dopiero na niespodziewanej refleksji:
- Szlaban to jest córeczko takie pojęcie, którego znaczenie poznasz lepiej już za parę lat.

środa, czerwca 03, 2009

Miki coraz bliżej

Wpisując niedawno do naszej Kroniki wspomnienie Mikołajek A.D. 2008, natrafiłem wśród notatek na taką bardziej blogową refleksję. A ponieważ do 6 grudnia zostało prawie dokładnie pół roku i oznacza to, że teraz będzie już coraz bliżej niż dalej – pora wrzucić tu tę historię.

Dzieci muszą mieć nieźle wypaczone pojęcie o psychicznej kondycji pana Mikołaja. Tego roku było zresztą gorzej niż zwykle. Najpierw, zamiast normalnie, przyjść i wyciągnąć prezenty z wora, zostawił je po cichu w nocy i zwiał. Jakby się czegoś wstydził – a przecież ciągle się pokazuje publicznie w marketach, na imprezie w Filharmonii – o telewizji już nie wspominając. Do tego święty ma coś nie teges z pamięcią – zostawia prezenty raz tu, raz tam u różnych ludzi i oni potem muszą nam te paczki odnosić – a to dziadkowie, a to ciocia, a to wujek. Normalnie bez sensu. Do tego Hania już wie, skąd Mikołaj ma prezenty:
– Tato! On je kupuje w sklepie, bo na wszystkich są metki!

Jak tak dalej pójdzie, dzieci nie tyle przestaną w niego wierzyć, co stracą do świętego szacunek.

sobota, maja 30, 2009

Konkurs!

- Mammmoooo! A Hania wzięła lizaka z ziemi!!!
- Oj Maryśka! Przestań ty już skarżyć. Nic nie robisz tylko na tą Hanię donosisz!

Mama Edyta jest tego dnia wyjątkowo zmęczona i nie ma humoru do słuchania, reagowania oraz układania relacji między siostrami. To niestety obraca się przeciwko niej.
- Mamo!! Ale przecież rodzicom trzeba wszystko mówić, prawda?

Ogłaszamy niniejszym konkurs na dobrą odpowiedź. Ma być mądra, stawiająca rodziców w dobrym świetle oraz nie powodująca utraty autorytetu przy jednoczesnym zachowaniu status quo w procesach przepływu informacji w naszej rodzinie.

sobota, maja 23, 2009

Ty tu urządzisz

Hasełko reklamowe z tytułu posta jest Wam pewnie znane. Jeśli nie, to dołączamy klip z YouTube. Warto odświeżyć pamięć przed dalszą lekturą.




Dziś nie będzie zabawnej historyjki. Dziś się chcemy pochwalić. Otóż spot powyższy jest zabawny, ale sytuacja rozegrana między Królem Arturem a jego mamą (no chyba, że teściową...) wydawała nam się przedstawiona w sposób, którego dzieci nie zrozumieją.

Jak nie wolno nie doceniać dzieci przekonaliśmy się któregoś wieczora. Oglądając wspólnie rzeczony filmik rodzice najpierw sapnęli z wesołością a potem ze zdziwieniem, gdy Hania rzuciła od niechcenia:
- A ja wiem, czemu on był niezadowolony. Bo ona traktuje go jak dziecko.

O żesz w mordę.
Chyba czas zacząć traktować Hanię mniej...bardziej...
Inaczej?

wtorek, maja 19, 2009

Panta rhei

Raczej unikaliśmy na blogu podawania przykładów jakże prześmiesznego, dziecięcego słowotwórstwa naszych dwóch pociech (tutaj wyjątek od tej reguły). Pewnie dlatego, że prześmieszne jest to zazwyczaj tylko dla rodziców rzeczonych pociech.

Jednak nic nie trwa wiecznie a Marysia ma 4 i pół roku - to jej ostatnie takie wpadki językowe. Nie możemy się więc powstrzymać i mamy nadzieję, że odwiedzający nas ludziska spoza rodziny wybaczą nam tę słabość.

Ale ad rem:
  • termodor - w zdaniu "weź już ten termodor" wygłoszonym do Hani, gdy Hania trzecią godzinę z kolei postanowiła spędzić z termoforem u stóp.
  • wielka łaczka - podczas czynności czyszczenia zębów po obiedzie.
  • podcetykowana - opisując swój stan szczególnego niepokoju, oczekiwania i niecierpliwości.
  • trzepiśnieg - kwiat wiosenny, który jako pierwszy pojawił się tego roku w naszym ogrodzie.
  • stylowa - w zdaniu "stylowa strzykawka" - i wcale nie chodziło o jej wygląd, design ani nic z tych rzeczy. Chodziło o stan jej skażenia bakteriami.
  • kurdupeńki - niewielkich rozmiarów przedmiot.
  • dwich - dziecięca forma liczebnika dwóch.
  • zgłośniaczor - zwany też, jakże nieciekawie, potencjometrem.
  • kilke - więcej niż jeden...
Ten ostatni przykład to nasz rodzinny faworyt. Podoba nam się tak bardzo, że sami zaczynamy go używać w rozmowach między sobą. I to nawet kilke razy dziennie.

czwartek, maja 14, 2009

Formatowanie międzypokoleniowe

Marysia rośnie i rośnie. Nabiera charakteru. Zmienia wygląd. Bogaci się jej słownictwo.

Ano właśnie. Słownictwo.

Słownictwo zmienia się u dzieci w zastraszającym tempie, adekwatnym jednak do czasów w jakich żyjemy. Wiecie na przykład co dziś cztero (i pół) latek mówi swojej mamie, gdy ta zaczyna przynudzać?
- Mamo. Resetuję Cię! I włączam ci tryb niewidzialności.

Cóż. Po naszemu powiedzielibyśmy: daj żyć albo wrzuć na luz.

wtorek, maja 05, 2009

Owocowa Wieża Babel

Jakoś tak się w naszej rodzinie utarło, że dziewczyny z soków tolerują tylko ten z czarnych porzeczek. No, ewentualnie jeszcze jabłkowy, ale to tylko jak się ten pierwszy skończy.

Nikt już nie pamięta skąd i dlaczego, ale na sok z czarnych porzeczek mówimy jagodowy. Coś nam się tylko kołata w pamięci, że to z czasów, gdy Hania była jeszcze jedynaczką. Tak czy siak, kiedy mówimy o soku jagodowym, to mamy na myśli czarne porzeczki. Wszyscy w rodzinie wiedzą i znajomi też to wiedzą. A my czasem zapominamy, że inni już nie.

Stołując się w pewnej czeskiej knajpce przygranicznej zamawialiśmy kiedyś potrawy. Po polsku - bo kelnerka zdawała się rozumieć mowę Mickiewicza (choć sama mówiła po ichniemu). Gdy przyszło do napojów Jarek oczywiście rzucił beztrosko:
- A dla dzieci jagodowy sok.

Pani zamówienie przyjęła i poszła.
- Ciekawe skąd ona ma wiedzieć, że jagodowe to z czarnych porzeczek ma być picie? - rzuciła kąśliwie małżonka, gdy już przetrawiła zagadnienie.
- Eee tam. - bronił się Jarek - Nie zorientują się...

Po chwili na stoły wjechały napoje. Miny dzieci zdradziły natychmiast, że jednak się poznały. Tym bardziej, że sok był gęsty, z farfoclami i... truskawkowy.

Podsumujmy poznane dzisiaj słówka z polsko-czeskiego słownika: jahoda. Znaczy truskawka po polsku.

wtorek, kwietnia 28, 2009

Wysoki jak brzoza

Dziewczyny szykują jakąś zabawę. Chyba wyścig. Hania rzuca w stronę Marysi:
- Tylko się wyluźnij!
- Chyba wyluzuj - poprawia mama polonistka
- Nie. Wyluźnij jest na start a wyluzuj na koniec - wtrąca się Ciotka Klotka, chcąc w ten nieudolny sposób stanąć po stronie kaleczących ojczystą mowę dzieci.
- Ciocia... - nieśmiało wtrąca się sama zainteresowana, czyli Marysia. - Na koniec to bym powiedziała stop.

Jakież dziecinne są te ciotki.

czwartek, kwietnia 16, 2009

Mąka

W ramach retrospekcji zapodajemy dziś starą przypowieść o dzieciach i mące...czyli z tej mąki chleba nie będzie.

W roli głównej Hania A.D. 2004. Dokładnie 28 listopada. Mamy nie ma - pojawia się na końcu po uspaniu 8-dniowej Marysi.

niedziela, kwietnia 12, 2009

Nieszczęścia chodzą parami

- Tato!? Kto jest ładniejszy?
Marysia przytula się do nowej laleczki, którą Zajączek przyniósł jej na Wielkanoc. Tata niby coś się tam zastanawia, coś tam mruczy, by i tak w końcu oznajmić:
- Ty, córeczko!
Córeczka uśmiecha się zalotnie. Nie zamierza przy tym zakończyć zabawy.
- A teraz sprawdzimy kto jest ładniejszy - i przykłada lalkę do wielkiej głowy taty.
- I co? Kto ładniejszy? - pyta tata.
- Lalka!!

To przez tę ospę. Normalnie bym wygrał.

środa, kwietnia 08, 2009

W sklepiku inflacja

Mama wpadła na pomysł, że dzieci mają sobie odłożyć pieniążki na wakacyjne atrakcje - takie wiecie lody, karuzele i inne skakalnie. Ale jak tu coś odłożyć, kiedy się nie ma swoich dochodów? Proste - trzeba otworzyć sklep.

Sklep ma kasę, ladę, dwie ekspedientki. Handel dotyczy wyrobów rękodzielniczych - obecnie dominują zaś motywy świąteczne. Klientów nie ma dużo - tata, mama, Niania. Czasami ktoś jeszcze. Ale interes się kręci.

Niestety prawidłowości gospodarki nie omijają nawet tej rodzinnej działalności. Otóż w sklepiku szaleje inflacja. Dziewczyny zorientowały się bowiem szybko - że te żółte pieniążki nie rekompensują im nakładu pracy. Podniosły więc ceny. 10 - 20 grosików za produkt niedługo je jednak satysfakcjonowało. Znów podniosły ceny. Większe rzeczy kosztowały już złotóweczkę a skarbonka nabrała miłego dla duszy ciężaru.

Wczoraj pracując w ogrodzie Hania zażądała za pięknie zasadzony w doniczce kwiatek 5 złotych. Po długich targach opuściła co prawda do dwóch, ale nie o to chodzi. Chyba trzeba dzieciom przyswoić kolejne pojęcie z zakresu ekonomii - deficyt budżetowy.

niedziela, marca 15, 2009

Tata jest na tak

Na mszy dla dzieci jest taki moment, gdy stojąca na środku, przed ołtarzem, zgraja maluchów wykrzykuje do mikrofonu intencje, sprawy, za które wszyscy się modlą. Dzieci co niedzielę mają podobne pomysły: za mamę, za tatę, za dziadka, za pieska itp. Oczywiście nie każdy dzieciak dopcha się do mikrofonu.

Pewnej niedzieli Hania miała szczęście i ksiądz podsunął i jej mikrofon.

Za kogo by się tu pomodlić? Rodzice byli, dziadkowie byli. Dziewczynka tuż przed nią pomodliła się za siostrę. Hmm...
- Za braciszka!

Haniu! Chyba o braciszka! O braciszka!

piątek, marca 06, 2009

Jak tata nie został modelem

Marysia przez większą część wieczoru skrobie coś w kąciku. Cienkopis popiskuje, Marysia się marszczy z wysiłku, my oglądamy doktora House'a.
- Tato, przyniesiesz mi pić? - pyta nagle.
Wezwany do tablicy krzywi się z niechęcią - na pewno przegapi jakiś ważny moment w pędzącej jak galopujące suchoty akcji filmu. Ale posłusznie zwleka się z kanapy i idzie po to picie i przynosi pełny kubek.
- Masz, to dla Ciebie rysunek. Ale jakbyś mi nie przyniósł picia, to bym ci go nie dała.
No ładnie.

Na rysunku pełno różnych postaci.
- To tato jest nasz Mruczek - zaczyna opisywać Marysia.
- A to?
- To ja. A tu Hania. I mama. Wujek Mateusz i ciocia Ania. O, a tu niania.
- A tu?
- To nasz dom.
- A tu?
- To Kicia co mieszka w piwnicy. A tu dziadek.
- Dobrze. A gdzie jest tata, co?
- Hmmm. Miałeś być tu, ale za ładnie mi wyszło i zdecydowałam, że to będzie Oliwka Sówka.

Tata ma w związku z tym pytanie, czy Oliwka Sówka ćwiczy już przynoszenie wody Marysi, bo on ogłasza bojkot.

poniedziałek, marca 02, 2009

Migrena

Do pokoju wchodzi Marysia. Rękę, uniesioną w teatralnym geście, trzyma na czole. Spod palców wystają jej zaś jakieś białe farfocle.

Prawie po omacku, ostrożnymi kroki, kieruje się w stronę kanapy. Będąc już przy niej gwałtownym ruchem rzuca się całym ciężarem na plecy. Ręka cały czas przy czole.
- Tato. Zobacz, jaki mam kompromis!

Rany! Kompromis jak się patrzy.

niedziela, lutego 22, 2009

Rozmiar ma znaczenie

Marysia lubi zasypiać ze swoimi zabawkami. Czasami z więcej niż jedną. Czasami natomiast przesadza i zgromadzona liczba zabawek nie pozostawia już dla rodziców i Hani żadnego miejsca.
Pewnego razu...

- Zwariowałaś!- irytuje się Edyta - Gdzie ja mam się położyć?!
- Ale mamooo...
- Uciekaj mi z tymi gratami!
W tym czasie tata po cichutku spycha większość gratów ze swojej części łóżka w stronę dyskutujących dziewczyn, przykrywa po uszy kołderką i zasypia. Albo udaje, że zasypia.
- Mamooo! One muszą ze mną spać!
Zdradzona przez męża postanawia zawrzeć jakiś kompromis.
- No dobra. Ewentualnie w nogach je możesz położyć.
Marysia zaczyna przekładać.
- GDZIE TY JE KŁADZIESZ!!!!
- No w nogach!
- TAM SĄ NOGI!
- Ale mamo! Moje są tu...

Święta prawda. Każdy ma takie nogi, na jakie sobie zasłużył...czy coś w tym rodzaju.

poniedziałek, lutego 16, 2009

Krótka rozmowa między panem, wójtem i plebanem

W telewizji puszczają reklamę gierki. Mniejsza o to jakiej.
Tata: O!! To bardzo fajna gierka jest!
Mama: Na pewno.
Hania: Tato, ty się nie ciesz, bo mama mówiła to ironicznie...

Rili?

poniedziałek, lutego 09, 2009

Wstęga Mobiusa

Tata zadaje niewinne pytanie:
- Dziewczyny...podoba wam się ta bajka?
A leci właśnie taka o słoniu, nudnym jak flaki z olejem.
- Tak! - to Maria.
- Taaak... - podejrzewając podstęp dużo ostrożniej stwierdza Hania.
- Bo mi, jak byłem w waszym wieku, to się nie podobała.
Konsternacja na twarzach dzieci nie wiadomo czy dotyczy faktu, że uznałem bajkę za nudną czy tego, że w ogóle oglądałem bajki.

Niezręczne milczenie szybko jednak przełamuje Marysia:
- Tato! Nie przejmuj się! Jak ja byłam w twoim wieku, to też mi się nie podobała.

poniedziałek, stycznia 26, 2009

Hania odkrywa prawdy życia

Muszę to niestety opisać, bo za kilka lat tej reklamy nikt już nie będzie pamiętał. Jest więc sobie mrówcza księżniczka, którą cztery inne mrówki ratują z opresji. Księżniczka utknęła gdzieś wysoko w łazience - ratownicy rozciągają więc płachtę z papieru toaletowego i każą jej skakać. Po krótkim wahaniu mrówka skacze - leci, leci, leci. Następnie przebija płachtę i uroczo rozplaskuje się na kafelkach. Słyszymy głos: "Dwie warstwy to za mało?", po czym następuje reklama jedynego w swoim rodzaju papieru o trzech warstwach. Typowe.

Hania zna tę reklamę na pamięć. Kiedy tylko, jak w dniu świstaka, księżniczka znów pojawia się na krawędzi by skoczyć, Hania puentuje: "dwie warstwy to za mało". Można nawet powiedzieć, że darzy całą historyjkę jakimś rodzajem sympatii. Na tym jednak nie koniec. Otóż to ciągłe myślenie o warstwach, chyba to, doprowadziło ją do pewnych głębszych refleksji.

Po jednej z kolejnych emisji rzuciła w stronę ojca:
- Tato. Ale trzy warstwy, to też czasami za mało.

Oj tak, córeczko. Bywa, że i trzy warstwy nie wystarczą...

sobota, stycznia 17, 2009

Solidarność czy interes?

Siedzimy we trójkę w pokoju: mama, tata i Marysia. Mama jak zwykle zajęta papierkową robotą, tata przegląda żółte gazety a Marysia, jak to Marysia, grzecznie bawi się jakimiś konikami. Hania zaś od dłuższego już czasu kombinuje coś w łazience.
- Marysiu? - pyta mama - A ty nie wiesz przypadkiem co twoja siostra tam kombinuje?
- Mamo. Moja siostra prosiła, żebym ci nie mówiła.

Hmmm. Dziwna ta nagła solidarność, bo zazwyczaj jedna siostra z drugą siostrą myślą tylko o tym, jak tu przechytrzyć przeciwnika we wzajemnym donoszeniu na siebie.

poniedziałek, stycznia 12, 2009

Sława to ulotna rzecz

Jak już kiedyś pisaliśmy, Hania bardzo ceni sobie występy niejakiej Hannah Montana. Lubi też przeboje niejakiej Madonny. Obie te panie siłą rzeczy przewijają się więc co jakiś czas na ekaranach w naszym domu - słychać je i widać je. Ta obecność skłoniła Hanię do pewnej konkluzji.
- Mamo. Ta Madonna śpiewa tak samo fajnie jak Hannah. Tylko Madonna jest mniej znana, prawda?

I co na to Madonna?

poniedziałek, stycznia 05, 2009

Melduj się!

Dzień pracy Edyty zbliżał się właśnie do uroczego końca gdy zadzwoniła komórka. Na wyświetlaczu "Niania" - znaczy się coś z dziećmi.
- Halo?
- Halo, mama!
- Hania?
- Mamo! Wracaj szybko do domu, bo mi się chce pić!
- ???
- Musisz mi przynieść pić!
- Co?! A gdzie ty w ogóle jesteś?
- Idziemy z przedszkola do domu i jak przyjdziemy, to będzie mi się chciało pić. Wracaj.

@##@!&$#%@!!!