Hanię zazwyczaj czesze Niania. Pięć razy w tygodniu. Jednak w pozostałe dwa dni, te weekendowe, robi to Edyta. I trzeba przynać, że się do tego mocno przykłada.Jest jeden z takich właśnie sobotnich poranków. Hania siedzi na swoim krzesełku a z tyłu Edyta dokonuje cudów przy pomocy szczotki, frotek i spinek. Dziś w menu dwa francuskie warkocze i fantazyjny przedziałek. Trwa to i trwa. Mija chyba z pół bajki.
Natychmiast po skończeniu dzieła Hania biegnie do lustra. Patrzy. Marszczy czoło i, taj jak tylko ona to potrafi, marszczy nos.
- Mamo. Nie za bardzo mi się podoba...
Drżyjcie fryzjerzy. Nadchodzi czas wymagających klientów.
1 komentarz:
Tu walkowiaki dwa: tworzymy fan club Hani i jej tekstów. Niech żyje nam!!!
Prześlij komentarz