Gry przeglądarkowe to wybawienie. Jarek bał się zawsze, że gdy dzieci zaczną interesować się komputerami, będzie musiał wydać majątek na kupowanie im gier. Jednak w międzyczasie rozwój internetu i różnego rodzaju gier on-line uratował rodzinny budżet.
Dochodzi tu też jednak do pewnego paradoksu. Hania znajduje bowiem coraz to nowe i nowe gry. Tak było z kontem na NK (dopóki żeśmy go jej za karę nie skasowali), tak jest i teraz. A wszystkie te gierki fajneee... no ma dziewczę gust.
Ma gust ale nie ma wytrwałości - zaczyna w coś grać. Mija dzień, dwa i czujni rodzice, pilnujący tego, co robi córka w necie, powoli się wciągają. A to pomogą zebrać plony. A to coś kupią za wirtualne pieniądze. Jarek nawet coś za prawdziwe dorzuci... Hania tymczasem wprost przeciwnie. Po tygodniu ma już nową pasję a my zostajemy i ciągniemy za nią farmę czy inne ZOO.
Zirytowana Edyta wygarnia kiedyś Hani:
- Nie no! Znów wciągnęłam się w jakąś twoją nową grę. Znów się zaczyna!!
Hania odpowiada krótko, niby skruszona, ale w pełni świadoma swojej pozycji, z uśmiechem plączącym się na ustach, takim ledwo zauważalnym ale i ciepłym:
- Ale ja was o nic nie prosiłam.Ta mowa ciała i to krótkie stwierdzenie mówi wszystko o tym, jak kolosalna przemiana odbyła się między wczorajszym siedmiolatkiem a dzisiejszym dziewięciolatkiem.
Ta budująca się głębia charakteru nas rozbraja.
I dużo łatwiej było pisać o małych dzieciach.


