czwartek, lipca 21, 2011

Hania gra

Gry przeglądarkowe to wybawienie. Jarek bał się zawsze, że gdy dzieci zaczną interesować się komputerami, będzie musiał wydać majątek na kupowanie im gier. Jednak w międzyczasie rozwój internetu i różnego rodzaju gier on-line uratował rodzinny budżet. 

Dochodzi tu też jednak do pewnego paradoksu. Hania znajduje bowiem coraz to nowe i nowe gry. Tak było z kontem na NK (dopóki żeśmy go jej za karę nie skasowali), tak jest i teraz. A wszystkie te gierki fajneee... no ma dziewczę gust. 

Ma gust ale nie ma wytrwałości - zaczyna w coś grać. Mija dzień, dwa i czujni rodzice, pilnujący tego, co robi córka w necie, powoli się wciągają. A to pomogą zebrać plony. A to coś kupią za wirtualne pieniądze. Jarek nawet coś za prawdziwe dorzuci... Hania tymczasem wprost przeciwnie. Po tygodniu ma już nową pasję a my zostajemy i ciągniemy za nią farmę czy inne ZOO. 

Zirytowana Edyta wygarnia kiedyś Hani:
- Nie no! Znów wciągnęłam się w jakąś twoją nową grę. Znów się zaczyna!!
Hania odpowiada krótko, niby skruszona, ale w pełni świadoma swojej pozycji, z uśmiechem plączącym się na ustach, takim ledwo zauważalnym ale i ciepłym:
- Ale ja was o nic nie prosiłam.
Ta mowa ciała i to krótkie stwierdzenie mówi wszystko o tym, jak kolosalna przemiana odbyła się między wczorajszym siedmiolatkiem a dzisiejszym dziewięciolatkiem.

Ta budująca się głębia charakteru nas rozbraja.
I dużo łatwiej było pisać o małych dzieciach.

sobota, lipca 16, 2011

Władca Pierścieni

Siedzimy w kościele i czekamy na mszę. Jest niedziela, więc ludzie wystrojeni. My też. Ciuszki, fryzurki, torebki, butki. Biżuteria.

Maria na małym palcu ma pierścionek. Przygląda mu się jednak krytycznie. Obraca dłoń. Przybliża. Oddala. W końcu zwraca się do Edyty:
- Brzydko, nie?
- Ładnie - zapewnia mama - Bardzo ładnie.
Na Marysię takie teksty jednak nie działają. Spogląda znów krytycznie na swoją dłoń i stwierdza kategorycznie:
- Brzydko!

Po krótkiej szarpaninie pierścień ląduje na palcu serdecznym. Znów parę krytycznych spojrzeń, obracania dłoni, przebierania palcami.
- Brzydko, nie? - ni to pyta, ni stwierdza.
- Ładnie.
- Brzydko!
- Ładnie. Zobacz. Tak jak u mnie... - tu mama okazuje swą dłoń ze srebrnym pierścieniem władzy. Jako dowód ostateczny.
- U ciebie też brzydko!!

I pozamiatane.

niedziela, lipca 10, 2011

Drobne radości życia

Jak wiadomo, spożywanie posiłków, w szczególności zaś napojów, w okolicy komputera jest karane. W firmie karą tą jest ironiczne spojrzenie pana informatyka, który wymienia Ci zniszczoną klawiaturę. W domu karą tą jest utrata laptopa.

Ponieważ cenimy sobie życie naszego ciężko zapracowanego laptopa, dzieciom spożywać przy nim niczego nie pozwalamy. Oczywiście z miernym skutkiem - dzieci wiedzą, że nie wolno. Wiedza ta jest naszym jedynym sukcesem. Co kilka dni wydmuchujemy więc tylko z klawiatury okruszki i ścieramy napoje z wyświetlacza, modląc się o zdrowie komputera.

Pewnego razu tata obserwuje, jak Marysia nalewa sobie chłodnej wody cytrynowej do szklanki, podczas jakiegoś ważnego czatu na NK. Szklanka stoi w bezpiecznej odległości, co tata docenia. Marysia zakręca butelkę i odstawia ją na bok, co tata docenia. A następnie zaaferowana konwersacją nieostrożnie przesuwa szkło bliżej maszyny. Część napoju wylewa się na blat, cudem omijając drogocenne układy elektroniki.
- No patrz co robisz!! O mało nie zalałaś klawiatury!! - tata wykrzykuje falsetem.

Marysia ze stoickim spokojem spogląda na plamę. Potem na tatę. Potem wraca do czatu, po drodze rzucając niedbale:
- No! Masz szczęście, że nie na klawiaturę...

Tata jest człowiekiem szczęśliwym.