wtorek, czerwca 16, 2009

Ballada kolejowa

Stoimy na parkingu. Czekamy.

Stoimy już długo, bo pociąg wiozący mamę z Krakowa bardzo się opóźnia. Mamy pecha, ponieważ zgodnie z badaniami zleconymi przez PKP to właśnie nasza kolej jest najbardziej punktualną koleją w Europie. No pech jak cholera.

Dzieci na tylnej kanapie nudzą się jak mopsy. A im bardziej się nudzą tym mocniej marudzą. Nudę zaś szczególnie źle znosi Hania. Poniżej finał kilkunastominutowej konwersacji.
- Tata! A kiedy mama przyjedzie?
- Niedługo.
- A za ile minutek?
- Kilka.
- To mniej niż godzinkę?
- Mniej.
- A gdzie jest teraz?
- Może gdzieś koło Świebodzic.
- A to daleko?
- Niedaleko.
- Dalej niż do cioci Ani?
- Bliżej.
- A teraz ile zostało minutek?
- Kilka.
- Ale mniej niż ostatnio?
- O jedną mniej.
- To już mało, prawda?
- Niedużo.
- To kiedy mama przyjedzie?
- Aaaaa!! - to było w myślach
- Haniu, obserwuj po prostu szlaban. Jak zacznie się opuszczać to znaczy, że mama już nadjeżdża.

Zadowolony z siebie wałbrzyski Salomon wypuścił z zadowoleniem kilo powietrza z płuc w nadziei na chwilę spokoju.
- Tato? A co to jest szlaban?

W tym momencie myśli poddawanego praniu mózgu taty powędrowały dziwnymi torami i zatrzymały się dopiero na niespodziewanej refleksji:
- Szlaban to jest córeczko takie pojęcie, którego znaczenie poznasz lepiej już za parę lat.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

...ja wiem co to szlaban...to jak Fredzik łapie ptaka, a ja próbuję jej pomóc...
Zigi

Anonimowy pisze...

oo, w końcu Zigi powrócił do komentarzy. Witaj synu marnotrawny:)
E.

Anonimowy pisze...

...że niby co? miałem szlaban?
Zigi

Anonimowy pisze...

Tak, kolejowy:)