Jedziemy samochodem. Wracamy z jakiejś wycieczki i jak to w drodze powrotnej trwa rozmowa na różne luźne tematy. Hania snuje zaś marzenia:- Ale było by fajnie, jakbyśmy wygrali sto tysięcy.
- No, ja też bym chciała tak wygrać - to mama.
Hania ma już nawet plany co do tych pieniędzy:
- Ja to bym sobie konia kupiła!- Ja też!! - to Maria.
- Dobra, jak wygramy, to wam kupimy - mama ucina te dość niewygodne dla nas plany. Tak się jej przynajmniej wydaje.
- Ale fajnie! Będę miała konia! - to znów Maria, nieświadoma przykrych konsekwencji płynących z rachunku prawdopodobieństwa.
- Marysiu. Ale wiesz, że wygrać jest bardzo trudno?- Wiem, wiem... - znaczy się: nie ściemniaj mamo, ja już wybrałam kolor swojego konia.
Wyłączona na chwilę z planów Hania dokonuje tymczasem dość niespodziewanej wolty:
- Albo nie! Ja wolę świnkę!Cóż. Jak stwierdziła mama - ciągnie swój do swego.
4 komentarze:
to ja już wiem co Hance na urodziny kupić :)
o nie, Edzia by zawału dostała, już lepiej szczura:)
Fajna rozmowa, a Maria to konia w chlewiku pewnie by trzymała.
C.K.
Kto by kupy sprzątał też już ustaliła...
He he...
C.K.
Prześlij komentarz