wtorek, maja 19, 2009

Panta rhei

Raczej unikaliśmy na blogu podawania przykładów jakże prześmiesznego, dziecięcego słowotwórstwa naszych dwóch pociech (tutaj wyjątek od tej reguły). Pewnie dlatego, że prześmieszne jest to zazwyczaj tylko dla rodziców rzeczonych pociech.

Jednak nic nie trwa wiecznie a Marysia ma 4 i pół roku - to jej ostatnie takie wpadki językowe. Nie możemy się więc powstrzymać i mamy nadzieję, że odwiedzający nas ludziska spoza rodziny wybaczą nam tę słabość.

Ale ad rem:
  • termodor - w zdaniu "weź już ten termodor" wygłoszonym do Hani, gdy Hania trzecią godzinę z kolei postanowiła spędzić z termoforem u stóp.
  • wielka łaczka - podczas czynności czyszczenia zębów po obiedzie.
  • podcetykowana - opisując swój stan szczególnego niepokoju, oczekiwania i niecierpliwości.
  • trzepiśnieg - kwiat wiosenny, który jako pierwszy pojawił się tego roku w naszym ogrodzie.
  • stylowa - w zdaniu "stylowa strzykawka" - i wcale nie chodziło o jej wygląd, design ani nic z tych rzeczy. Chodziło o stan jej skażenia bakteriami.
  • kurdupeńki - niewielkich rozmiarów przedmiot.
  • dwich - dziecięca forma liczebnika dwóch.
  • zgłośniaczor - zwany też, jakże nieciekawie, potencjometrem.
  • kilke - więcej niż jeden...
Ten ostatni przykład to nasz rodzinny faworyt. Podoba nam się tak bardzo, że sami zaczynamy go używać w rozmowach między sobą. I to nawet kilke razy dziennie.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

jeszcze rolneta- czyli rolos, czyli zwijana żaluzja okienna, żeby prościej było niż w wyjaśnianiu Jarka.

Mamusia

Anonimowy pisze...

A ja wprowadzę do języka "kurdupeńki".
C.K.