Jakoś tak się w naszej rodzinie utarło, że dziewczyny z soków tolerują tylko ten z czarnych porzeczek. No, ewentualnie jeszcze jabłkowy, ale to tylko jak się ten pierwszy skończy.
Nikt już nie pamięta skąd i dlaczego, ale na sok z czarnych porzeczek mówimy jagodowy. Coś nam się tylko kołata w pamięci, że to z czasów, gdy Hania była jeszcze jedynaczką. Tak czy siak, kiedy mówimy o soku jagodowym, to mamy na myśli czarne porzeczki. Wszyscy w rodzinie wiedzą i znajomi też to wiedzą. A my czasem zapominamy, że inni już nie.
Stołując się w pewnej czeskiej knajpce przygranicznej zamawialiśmy kiedyś potrawy. Po polsku - bo kelnerka zdawała się rozumieć mowę Mickiewicza (choć sama mówiła po ichniemu). Gdy przyszło do napojów Jarek oczywiście rzucił beztrosko:
- A dla dzieci jagodowy sok.- Ciekawe skąd ona ma wiedzieć, że jagodowe to z czarnych porzeczek ma być picie? - rzuciła kąśliwie małżonka, gdy już przetrawiła zagadnienie.
- Eee tam. - bronił się Jarek - Nie zorientują się...
Po chwili na stoły wjechały napoje. Miny dzieci zdradziły natychmiast, że jednak się poznały. Tym bardziej, że sok był gęsty, z farfoclami i... truskawkowy.
Podsumujmy poznane dzisiaj słówka z polsko-czeskiego słownika: jahoda. Znaczy truskawka po polsku.

2 komentarze:
Dawno temu - jakos koło roku to było - ale, o dziwo!, zgodnie z prawdą przytoczone.
C.K.
Prawdę rzecze Ciotka Klotka. Pamięć ma dobrą jak widać, nie to co autor, który ma wszystko pospisywane na licznych karteczkach...
Prześlij komentarz