Wpisując niedawno do naszej Kroniki wspomnienie Mikołajek A.D. 2008, natrafiłem wśród notatek na taką bardziej blogową refleksję. A ponieważ do 6 grudnia zostało prawie dokładnie pół roku i oznacza to, że teraz będzie już coraz bliżej niż dalej – pora wrzucić tu tę historię.Dzieci muszą mieć nieźle wypaczone pojęcie o psychicznej kondycji pana Mikołaja. Tego roku było zresztą gorzej niż zwykle. Najpierw, zamiast normalnie, przyjść i wyciągnąć prezenty z wora, zostawił je po cichu w nocy i zwiał. Jakby się czegoś wstydził – a przecież ciągle się pokazuje publicznie w marketach, na imprezie w Filharmonii – o telewizji już nie wspominając. Do tego święty ma coś nie teges z pamięcią – zostawia prezenty raz tu, raz tam u różnych ludzi i oni potem muszą nam te paczki odnosić – a to dziadkowie, a to ciocia, a to wujek. Normalnie bez sensu. Do tego Hania już wie, skąd Mikołaj ma prezenty:
– Tato! On je kupuje w sklepie, bo na wszystkich są metki!
Jak tak dalej pójdzie, dzieci nie tyle przestaną w niego wierzyć, co stracą do świętego szacunek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz