
Kupując większy samochód w pakiecie dostaliśmy do niego firmowe radyjko a w radyjku tym zamiast odtwarzacza CD starodawny magnetofon na kaseciaki (no nie jest to najnowszy model samochodu...).
Szykując się więc teraz do wakacyjnego wyjazdu odgrzebaliśmy stary zbiór swoich nagrań, zapomniany dotąd w rupieciarni, pod stertą innych niepotrzebnych gratów.
Rany julek, ile w tym starym pudle znaleźliśmy hiciorów - wszystko dawno zapomniane, nagrane w czasach, gdy nikt nie słyszał od prawach autorskich. Piraci mieli wtedy legalne firmy, niektóre o znanych markach. I sami padali przy okazji ofiarą innych, mniej solidnych piratów. My z kolei na kolejne nagrania wydawaliśmy ostatnie, studenckie oszczędności, często rezygnując z obiadu. Albo nagrywaliśy to i owo po nocach, najczęściej z audycji w Trójce.
Wspomnienia są fajne, ale jest też i jeden problem. Edyta wybrała na wyjazd kilkanaście kaset. Jarek drugie tyle. Znalazło się nawet kilka płyt z przebojami dla dzieci. Nowy samochód może i jest dużo większy od Matiza, ale bez przesady. A wszystkie te płyty krótkie...
Jednak kasety mają dla nas jakąś sentymentalną wartość. I pomyśleć, że dwa lata temu ogłoszono koniec ery kasety magnetofonowej... dla nas stanowczo za wcześnie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz