Mkniemy do kościoła całą rodzinką, kombinując przy tym jaki chwyt socjotechniczny zastosować tym razem, żeby znów nie musieć wyprowadzać Hani przed końcem mszy za niegrzeczność. A uwierzcie, że wiele sposobów już wypróbowaliśmy - z mizernym skutkiem.
Hania z tyłu beztrosko bawi się komórką Jarka, zapuszczając nam różne melodyjki. Zabawa pochłania ją do tego stopnia, że nie widzi co się wokół dzieje i zaskoczona, że już dojechaliśmy, nie bardzo chce się rozstać z nową zabawką. Pomysł nasówa się sam.
- Jak będziesz grzeczna, to po kościele dostaniesz komórkę z powrotem.

I to, jak się okazuje, jest strzał w dziesiątkę. Przez całą mszę Hania jest idealnym dzieckiem - uspokaja Marysię, która tym razem o dziwo zdrowo dokazuje, klęka i wstaje razem z nami, śpiewa nawet. Jesteśmy w szoku! Powinszować rodzicom skuteczności...
Dziesięć sekund po wyjściu z kościoła Hania pyta:
- Mamo, grzeczna byłam?
- Tak, córeczko. Bardzo nam...
- No to teraz komóreczkę!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz