Zwrócono mi uwagę, że poprzednia opowieść kończy się w środku wydarzeń. Był jeszcze ciąg dalszy, dla Edyty nawet ważniejszy od tego, co dotąd opisano.Otóż po zakończeniu wiadomych czynności, Hania przystąpiła do demontażu tronu. Jak zwykle jednak chęci wyprzedziły możliwości i parę kropli wychlapało się na świeżo uprany ręcznik.
- Hanka! To jest świeżo wyprany ręcznik!! - wrzasnęła mama.
- To co, mamusiu?
- Jak to co?! Będę musiała go teraz jeszcze raz prać!
- Co z tego, mamusiu?
- Jak to co?! Wiesz ile jest z tym roboty?!
- Ciach i już.
- Ciach i już? Ty myślisz, że to takie proste?!
- Aha. - Hania z całym przekonaniem i niewinnością kiwnęła głową. Mamie zaś opadły ręce.
Bo w życiu trzeba się umieć ustawić. Ciach i już.
- Jak to co?! Będę musiała go teraz jeszcze raz prać!
- Co z tego, mamusiu?
- Jak to co?! Wiesz ile jest z tym roboty?!
- Ciach i już.
- Ciach i już? Ty myślisz, że to takie proste?!
- Aha. - Hania z całym przekonaniem i niewinnością kiwnęła głową. Mamie zaś opadły ręce.
Bo w życiu trzeba się umieć ustawić. Ciach i już.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz