Jako że urlop Jarka dobiega smutnego końca, czas najwyższy na krótkie podsumowanie.
W ciągu trzech tygodni intensywnych zajęć z obojgiem rodziców, Marysia posiadła następujące umiejętności:
- nie śpi już w dzień,
- naśladuje Hanię we wszystkim,
- siku robi do nocnika (prawie zawsze...),
- mówi na Hanię "Aja" zamiast dotychczasowego chrząknięcia,
- nie cycka mamy cycka,
- schodzi po schodach z piętra (czego, notabene, ojciec jej przez lat siedem nauczyć się próbuje bez większych efektów), i nie ma, żeby ktoś jej pomagał, bo wtedy awantura jest.
Czy to tylko taki zbieg okoliczności? No chyba nie. U Hani bowiem również osobowość bujnie rozkwita - może niekoniecznie w kierunku upatrzonym przez rodziców - ale zawsze to coś. Widać, że obserwuje, słucha i chłonie. Czasami nie wiadomo kogo. Tekstów typu: "wsadź sobie kupę do głowy, mamo" z pewnością bowiem nie nauczyła się od rodziców.
Najciekawiej robi się jednak, gdy obie dziewczyny, a zdarza się to coraz częściej, zaczynają działać wspólnie. Zabawy, wygłupy, sajgon w pokoju. Oczywiście tak, ale nie tylko. To już czasami robi się koalicja! Gdy po jakimś szczególnie uroczym tekście lub działaniu Hania udaje się w miejce odosobnienia, płącząc i zaklinając się, że to się więcej nie powtórzy, Maria płacze w jej obronie. Gdy na placu zabaw czy w kościele jakieś dziecko za bardzo się z Marysią zaprzyjaźnia, Hania wkracza do akcji.
Na tym tle przedstawię krótką scenkę:
Mama próbuje uspać obie dziewczyny (jak wspomniałem, Marysia nie śpi już w dzień, więc wieczorem zasypia razem z Hanią, po dobranocce). Marycia, gwiazda wieczorna, od 60 minut skutecznie torpeduje wszelkie sposoby mamy na zasypianie, i podnadto rozśmiesza Hanię, nie pozwalając również jej zasnąć. Otrzymuje więc takiego symbolicznego klapsa "na wyjście z transu". Na to wkracza półśpiąca Hania:
- Mamo! Po pierwsze nie bij jej!
Chwila przerwy.
- Po pierwsze, nie krzycz na nią!
Kolejna teatralna pauza.
- I mamo! Po pierwsze...
I tu się obrońcy kończy elokwencja. 10 minut później śpią obie. Siostrzyczki.
Najciekawiej robi się jednak, gdy obie dziewczyny, a zdarza się to coraz częściej, zaczynają działać wspólnie. Zabawy, wygłupy, sajgon w pokoju. Oczywiście tak, ale nie tylko. To już czasami robi się koalicja! Gdy po jakimś szczególnie uroczym tekście lub działaniu Hania udaje się w miejce odosobnienia, płącząc i zaklinając się, że to się więcej nie powtórzy, Maria płacze w jej obronie. Gdy na placu zabaw czy w kościele jakieś dziecko za bardzo się z Marysią zaprzyjaźnia, Hania wkracza do akcji.
Na tym tle przedstawię krótką scenkę:
Mama próbuje uspać obie dziewczyny (jak wspomniałem, Marysia nie śpi już w dzień, więc wieczorem zasypia razem z Hanią, po dobranocce). Marycia, gwiazda wieczorna, od 60 minut skutecznie torpeduje wszelkie sposoby mamy na zasypianie, i podnadto rozśmiesza Hanię, nie pozwalając również jej zasnąć. Otrzymuje więc takiego symbolicznego klapsa "na wyjście z transu". Na to wkracza półśpiąca Hania:

- Mamo! Po pierwsze nie bij jej!
Chwila przerwy.
- Po pierwsze, nie krzycz na nią!
Kolejna teatralna pauza.
- I mamo! Po pierwsze...
I tu się obrońcy kończy elokwencja. 10 minut później śpią obie. Siostrzyczki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz