sobota, lipca 22, 2006

Thriller

No więc to było tak:
Tata zajęty był jakąś ważną czynnością przy komputerze - najpewniej wymyślaniem tematu nowego posta na blogu. Mama zajęta była czym niezwykle pilnym w kuchni - z pewnością robiła coś, by nie dopuścić do głodowej śmierci taty i całej rodziny. Marysia zajęta była spaniem. Hania się nudziła. Poprosiła więc tatę:
- Tato! Daj mi nożyczki do wycinania.
- Proszę córeczko - rzekł zajęty tata.

Potem długo w spokoju mogliśmy zajmować się swoimi ważnymi sprawami. Zajmowaliśmy się, zajmowaliśmy i zajmowaliśmy. To zajmowanie przerwał naprawdę straszny krzyk Edyty:
- Aaaaaaaaaa!!!
Było w tym krzyku coś takiego...niósł taką treść, że tata w mgnieniu oka, intuicyjnie pojął, co się stało.

Wybiegł z pomieszczenia zwanego przez nas pokoikiem i zobaczył Hanię bez warkocza.

Zrobiło mu się słabo. Naprawdę słabo, jak na filmie - wata w nogach, serce stoi i ręce opadają. Hania tymczaem podziwia się w lustrze:
- Ładnie wyglądam - ni to pyta ni stwierdza.
Jeden ruch głową i schowany za karkiem warkocz wraca na swoje miejsce. Uffff. Dziecko wyharatało tylko sobie grzywkę. Co za ulga! Choć nie dla mamy, której łzy stają w oczach i zamyka się w łazience. Tata, w szoku, ale i ogarnięty nagłą ulgą, szczerzy zęby:
- Haniu! Co ci przyszło do głowy?
- Bo nie chciałam, żeby mi wchodziły do oczu - Hania mówi to tonem słodziutkim i bez większego zastanowienia. Znać, że odpowiedź przygotowała sobie już wcześniej.

EPILOG
Wieczorem, przy rozczesywaniu warkoczy wychodzi na jaw, że ten warkocz nie został obcięty nie dlatego, że mała nie próbowała. Zabrakło jej tylko krzepy. Dowodem zaś jest garść złotych kłaków w dłoni załamanej mamy.

Brak komentarzy: