poniedziałek, stycznia 07, 2008

Adwentowy kalendarz

Te Święta Bożego Narodzenia były bardzo łaskawe dla adwentowego kalendarza Hani.

Zaczęło się od tego, że postanowiła sobie robić wszystko jak Pan Bóg przykazał - po jednej czekoladce dziennie. Nie więcej! Rodzice przyjęli to z niejakim pobłażaniem. Silna wola u Hani? Też coś.

Tymczasem minęło kilka dni i Hania konsekwentnie zjadała po jednej czekoladce. I trzeba było do tego pokazywać jej, jaki dzisiaj dzień, żeby mogła zjeść tą właściwą. Coś niewyobrażalnego. Rok temu adwentowy kalendarz zniknął już drugiego dnia po przywiezieniu ze sklepu. Podobnie jak następny. I jak następny...

A to jeszcze nie koniec. Któregoś z zakręconych dni Hania zapomniała zjeść przypisaną do niego czekoladkę! Na drugi dzień się zorientowała.
- Haniu. To dzisiaj możesz zjeść dwie. Bo sobie wczoraj zaoszczędziłaś.
Odpowiedzią był tylko błysk w oku. Za to następnego dnia tato usłyszał:
- Zobacz. Mam już trzy zaoszczędzone.

W ten oto sposób nieubłagany koniec adwentowego kalendarza sporo się wydłużył. Zafascynowana gromadzeniem zapasów Hania, z godną podziwu wstrzemięźliwością, co rusz powstrzymywała się od spożycia.

Niestety. Nie wyszło jej to wszystko na dobre. Ostatnie cztery zaoszczędzone czekoladki zeżarła jej rodzinka, wylegująca się w Nowy Rok w łóżku.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Haniu, Jestes cudowna zapewne bardzo było miło Twojej rodzince w ten noworoczny dzień pałaszując Twoje zaoszczedzone czekoladki. Co Ci przyszło z tego poświęcenia? Radość najbliższych, czyli najwieksza wartość jaką człowiek może ofiarować innym. Pochwalam i pozdrawiam.
MamaGosi.