Jak podaje prasa, jest ich legion, 100 tysięcy albo więcej. Zdają egzamin, mają swój związek i działają zgodnie z literą prawa. Ale to im nie wystarcza. Szczycą się swoją dewiacją, celebrują zboczone rytuały i przekonują świat, że są pożyteczni. Ani im do głowy przyjdzie wstyd.W dawnych czasach miejski kat, ten od parszywej roboty, mieszkać musiał za miastem, w lesie na pagórku. I nikt mu ręki nie chciał podać a żonę miał brzydką jak noc. Był potrzebny, a jakże. I za tę potrzebną, parszywą robotę dostawał od miasta godziwą zapłątę. Dlatego też kaci nie wyginęli. I tak być powinno. Od parszywej roboty są opłacani parszywcy.
A nie, że będą mi się tu zboczeńcy tłumaczyć, że do zwierząt trzba strzelać, bo zwierząt za dużo jest i równowagi w ekosystemie brak. Może i brak i trzeba strzelać, ale do roboty takiej powinno się wynajmować sparszywiałych katów, a nie robić sobie z tego fajerwerki. Myśliwi z zabijania mają radość, adrenalinę i coś w rodzaju poczucia wyższości. Zboczeńcy.
Jeden zboczeniec rzekł onegdaj w ramach takiego jakby wytłumaczenia, że on wcale nie chce zabijać, ale żeby polować, to trzeba zabijać.
Zboczeńcy. I idioci też.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz