- To się Haniu robi tak - kładziesz na ziemi kredkę, w poprzek kredki linijkę. Na tym końcu stawiasz ludka a tu robisz...pach!Figurka czarodzieja, coś á la Gandalf, wzlatuje z wdziękiem pod sufit a ogniki w oczach Hani dowodzą, że pomysł na nową zabawę był udany.
- Tato, teraz ja! - Hania bez zwłoki bierze się do roboty, ale niezbyt zgrabnie jej to idzie. To jej jednak nie zniechęca.
W międzyczasie Marysia zgłasza wniosek o wyjście do łazienki, gdzie też natychmiast się udaje, ciągnąc za sobą tatę. Po kilku minutach wracają.
Na wyrzutni stają właśnie: weteran powietrznych podróży Gandalf, drweniana kaczka w koszyczku, trzy ułomki świecowych kredek, jedna cała kredka oraz szklana kulka (trochę nieposłuszna, zgodnie z regułą równi pochyłej). Za chwilę wszystko to wzlatuje w powietrze, efektowną kaskadą wracając potem na ziemię. Hania od razu przystępuje do ponownego ładowania katapulty.
W ten oto prosty sposób mała Hania udowodniła znane twierdzenie ekonomiczne, zgodnie z którym grupa jest więcej warta od prostej sumy elementów na nią się składających. Więcej jest bowiem frajdy z jednokrotnego wystrzelenia pięciu peirdułek niż z pięciu wzlotów jednego Gandalfa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz