środa, października 25, 2006

Ileż wdzięku ma ten stan

Edyta wyjechała. Jarek i dzieci zostali sami na świecie, po raz pierwszy w historii tego domu.

Sytuacja jest więc następująca:

Najbardziej stresuje się Edyta - wydzwania co 15 minut czy aby wszystko w porządku. Przeżywa bowiem katusze i cierpienia związane z wyrzutami sumienia. Po nocach śnią się jej koszmary z obrazami głodujących dzieci, zapuszczonego mieszkania i ogólnej katastrofy.

Stresuje się Niania - ma więcej pracy i pewno boi się, że dzieci będą jej płakać za mamą. Poza tym musi kontaktować się z tym gburowatym ojcem rodziny, którego normalnie nie ogląda, bo ten jest w pracy kiedy ona zaczyna i kończy dyżur.

Troszeczkę stresują się dzieci - bardziej Marysia, bo to jednak maluch jeszcze i czasami przypomina sobie o mamie, szczególnie przed spaniem. Hania za to twarda jest i wszystko rozumie. Poza tym mama nakładła jej do głowy, że nie może tęsknić, bo musi teraz pomagać tacie, bo tata to zapominalski jest i w ogóle taki życiowo niezaradny. No i teraz przejęte rolą dziecko nawet komendę do spania samo sobie wydaje, bo tata na pewno nie wie, że to już pora spania.

A rzeczony tata?
Cóż...pozwólcie, że zacytuję za niezapomnianym Ludwikiem Sempolińskim:
"Słomiany wdowiec, słomiany wdowiec, ileż wdzięku ma ten stan..."

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Hania jest nie do przebicia!