sobota, listopada 22, 2008

Cztery mgnienia jesieni

Kolacja. Jemy sobie. Nagle Marysia udaje się pilnie do WC.
To się zdarza.
My nie przerywamy jedzenia. Jemy...jemy...jemy...
Jej ciągle nie ma. Za drzwiami łazienki cisza.
Jemy...
Jemy...
Kończymy jeść...
Wychodzi Marysia.
Z zadowoloną miną spogląda na nas, na stół opróżniony z jedzenia a następnie ni to pyta, ni to oświadcza:
- Długo, nie?

Długo. Całe cztery lata.
Najlepszego na urodziny życzy FotoBlog.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Najlepsiejszego Maryniu!
A co tam robiłaś, się mimo wszystko zastanawiam?
C.K.

Anonimowy pisze...

....a jak mysisz? czasem kocisz coś?
kumasz po ichniemu...

Zigi