poniedziałek, października 06, 2008

Futbol, futbol!

Pewnego słonecznego, jesiennego weekendu Hania odkryła uroki kopania piłki. Zaczęło się od prostych ćwiczeń, kiedy to tata nadrzucał piłkę prosto na woleja. Strzały wychodziły jej coraz lepiej - oberwał samochód, oberwał tata a zdezorientowany kotek ukrył się w krzaczkach bukszpanu.

Umiejętności rosły szybko i pod koniec niedzieli było już na tyle dobrze, że przyszedł czas na mały meczyk. Zasady uproszczone - kopnąć przed siebie na tyle mocno, żeby ten drugi przepuścił. Pierwszego gola Hani zapamiętam na długo:
- Tato! POPUŚCIŁEŚ!!

No. Prawie.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

...ja też coś poczułem w niedzielę...

Zigi

Anonimowy pisze...

a co to "woleja"?
C.K.

Jarek pisze...

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wolej

Anonimowy pisze...

....woleja to nawet Fredzia zna....
to ten kot od barmanki...

Zigi