Pewnego słonecznego, jesiennego weekendu Hania odkryła uroki kopania piłki. Zaczęło się od prostych ćwiczeń, kiedy to tata nadrzucał piłkę prosto na woleja. Strzały wychodziły jej coraz lepiej - oberwał samochód, oberwał tata a zdezorientowany kotek ukrył się w krzaczkach bukszpanu.Umiejętności rosły szybko i pod koniec niedzieli było już na tyle dobrze, że przyszedł czas na mały meczyk. Zasady uproszczone - kopnąć przed siebie na tyle mocno, żeby ten drugi przepuścił. Pierwszego gola Hani zapamiętam na długo:
- Tato! POPUŚCIŁEŚ!!No. Prawie.
4 komentarze:
...ja też coś poczułem w niedzielę...
Zigi
a co to "woleja"?
C.K.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wolej
....woleja to nawet Fredzia zna....
to ten kot od barmanki...
Zigi
Prześlij komentarz