Wylosowany w kościele miś zamieszkał z nami na tydzień. Zgodnie z pomysłem księdza, dzieci miały się misiem opiekować, czytać mu Biblię i w ogóle misia kochać. Miś był ogromny, metr osiemdziesiąt jak nic. W nocy spał oczywiście z nami a w dzień schodził z nami do salonu.W domu już od dłuższego czasu mieszkał z nami inny potężny pluszak - biały pies Marysi, na którym właścicielka zazwyczaj zjeżdżała ze schodów. Pies ten, choć niemały, przy misiu normalnie wymiękał.
Do Marysi dotarło wszystko po jakichś kilku dniach.
Z mozołem wtargała psa na piętro, położyła w łóżku obok misia. Po chwili tuptała już na dół.
- Tato! Tato! Zobacz, jaki ten pies się zrobił kurdupeńki!!
Zaczyna się od misia - potem kurdupeńki robi się dzielony z siostrą pokój, potem dzielony z rodzicami dom. Jednym z ostatnich bastionów jest ogród - ale przecież i on z czasem kurczy się jakoś dziwnie. A dla niektórych i rodzinne miasto też się robi za kurdupeńkie. Wszystko to kwestia proporcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz