piątek, lipca 25, 2008

Dzieci Stirlitza

Jak świat długi i szeroki, jak świat światem, jak na całym świecie tak i w Wałbrzychu dzieci uwielbiają, jak się im coś kupuje. Nieważne co. Może być drogie, może być tanie, potrzebnie-niepotrzebne, duże lub małe. Niech tylko rodzice to kupią. Bo dziecko bardzo chce!

A rodzice zazwyczaj kupić nie chcą...

Hania radzi sobie z tym w najbardziej chyba rozpowszechniony sposób - zamęczając (najczęściej mamę) na śmierć.
- Mamusiu, kupisz? Kupisz mi?? Mamusiu, proszę. Kup mi. Mamusiu. Mamusiu? Mamusiu kup! - efekt tych zaklęć jest zazwyczaj dość marny.

Marysia stosowała tę metodę - z podobną do Hani skutecznością. Ostatnio jednak, mimo, że ponad dwa lata młodsza od Hani, wprowadziła własne modyfikacje.

- Mamusiu. Nie kupimy tego, prawda?

Majstersztyk!! Po pierwsze zwróćcie uwagę na zmianę osoby - już nie "kupisz" ale "kupimy". Przecież o takich zagrywkach najwcześniej na studiach uczą! A tu szkrab trzy i pół roku mamie wodę z mózgu próbuje robić. Po drugie ta cudowna, zawarta w podtekście prośba, wyrażona zaprzeczeniem. Normalnie sam się portfel otwiera.

Przypomina się kabaretowa puenta pewnego serialu szpiegowskiego:
- Ja wiem, że on wie.
- On wie, że ja wiem, że on wie.
- Ja wiem, że on wie, że ja wiem, że on wie - itd.

A więc czy Marysia już wie, że jej mama wie, że córeczka wie, że Edyta nie ma zamiaru kupić jej szesnastego z kolei pluszowego misia?

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jaka ona słodka...:)
C.K.

Anonimowy pisze...

...nie proszę nie kupujcie mi kiełbasek...nie musicie...

Zigi