niedziela, lipca 16, 2006

Całus na dobranoc

Pół roku temu tata przeżył małe załamanie. Usłyszał wówczas, po raz pierwszy w życiu, straszliwą klątwę: "Już nigdy się do taty nie odezwę, za to, że mi rozkazuje!!". Zdaniem tym zakończył się jeden z tysięcy małych sporów, jakie rodzice toczą w ciągu dnia ze swym dzieckiem. Starcia te potocznie zwane są wychowywaniem.

Trudnej sztuki wychowywania nikt nikogo nie uczy tak jak języków, chemii czy wuefu. Ludzkość zdaje się w tym względzie na swe zanikające instynkta (trzeba jednak przyznać rację, że jakoś się to od wielu wieków udaje). Nikt również nie uprzedza osób starających się o dzieci, że już niedługo będą płakać, gryźć palce i walić głową w mur. Ilość silnej woli zużywanej do opierania się nieustannym atakom rosnącego charakteru wystarczyłaby na rzucenie palenia tak gdzieś z 15 razy.

I po co to wszystko? Żeby usłyszeć "nie odezwę się do ciebie więcej!"? No tak. Ale wczoraj idąc spać, córeczka przybiegła i dała tacie buziaka. I mocno uścisnęła.

Brak komentarzy: