czwartek, maja 25, 2006

Ku pokrzepieniu serc zajęczych

Idąc przez miasto, opuszczając market czy siedząc w barze nagabywani jesteśmy przez ludzi, których życie nie rozpieszcza. Jak żyć zgodnie z własnym sumieniem nie rozdając przy tym całego majątku niczym święty Franciszek?

Jarek z zasady nie daje nic żebrzącym, choć potem ma czasem chandrę. Edyta czasami się łamie, szczególnie jeśli ten ktoś zwraca się bezpośrednio do niej. I zależy od wyglądu - pijaczków i bezpańskie dzieci spławia nie mniej skutecznie od Jarka.

To co? Tacy jesteśmy bezduszni?

Dorzucamy się do różnych składek, organizowanych wśród załóg naszych zakładów pracy. Pozwoliliśmy bezrobotnemu odśnieżyć nasze podwórko za drobną odpłatnością. Wzięliśmy udział, jako wolontariusze, w organizacji protestu przeciwko zabijaniu zwierząt na futra. Daliśmy kasę na organizację wałbrzyskiego hospicjum. Wysyłamy SMS-y w róznych charytatywnych audiotele. Dokładamy się do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zbieraczom złomu udostępniamy nasze żelaza. Nieużywane zapasy nieużywanej pościeli, kupionej jeszcze przez babcię Edyty, oddaliśmy do domu dziecka. Przygarnęliśmy dwa króliki, których właściciele już nie chcieli utrzymywać. Wspieramy ulicznych artystów. Kupujemy różniste, świąteczne kartki pomocy dzieciom i inne cegiełki. Oddaliśmy 1% podatku na leczenie chorej dziewczynki. Ciuchy wrzucamy do skrzynek PCK. Dokarmiamy ptaszki zimą. Nawet w pajacyka klikamy!

Ej Zające! Nie jesteście tacy źli. Serca macie dobre chyba...

Brak komentarzy: