Hania budzi się w środku nocy, będzie gdzieś tak trzecia z minutami, i czołga się do mamy.- Mamusiu, mamusiu – szepce
Potem obsypuje Edytę całusami. Widać, że coś się dziecku przyśniło.
Przytulona uspokaja się.
- Tatusiu, pić.
No tak. Każdy w rodzinie wie, że jak w nocy trzeba zejść na dół, to należy mnie obudzić i po prostu wysłać.
Półprzytomny zwlekam się na dół. Nie zapalam światła, żeby się całkiem nie wybudzić i po omacku nalewam dziecku picia. Wracam.
Hania siedzi na nocniku. Taki nocny full serwis.
Pije i bez słowa oddaje mi szklankę. Tata zrobił swoje, tata może odejść...a nie. Zapomniałem o:
- Wytrzyj.
- Ale nie mam czym
- W pokoju jest papier – mówi pouczającym tonem. Gdzie ona się tego nauczyła w tym wieku. I co gorsza ma rację.
Idę do drugiego pokoju i przynoszę ten papier.
- Mamo. Powiem ci coś. Mamo. Powiem ci coś – powtarza konspiracyjnym szeptem gramoląc się z powrotem do łóżka
- Mamo. Powiem ci coś.
- No mów.
- Tata dał mi cytrynowej wody. A przecież ja już myłam zęby.

- Nooo tatooo!
Idę spać. Ja tu z was najwcześniej wstaję!
- Tatusiu...
- Tak córeczko?
Chwila ciszy.
- Ojciec. Ona powiedziała Plastusiu. Plastusiu.
Plastuś to bajkowy przyjaciel Hani. Idę spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz