Hania kandydowała tego roku na przewodniczącą swojej szkoły. Jak na pierwszaka dość odważnie, dlatego też w miarę możliwości wspieraliśmy ją w kampanii. Z drugiej strony z obawą czekaliśmy na wyniki, bo a nuż wygra...
Na finiszu wyborów wszyscy kandydaci - a było ich sześciu czy siedmiu, musieli przedstawić swój program. Na apelu. Przed całym forum szkoły. Hania już wcześniej miała co prawda jasno sprecyzowany przekaz, którego kwintesencją był jej plakat wyborczy z hasłem: "Chciałabym, żeby nie było mundurków". Krótkie. Konkretne. Chwytliwe. Ale to nie to samo co występ przed wszystkimi klasami.No i okazało się, że Hania to prawdziwy polityczny zwierz - improwizując ogłosiła:
- Chciałabym, żeby w szkole nie było mundurków, żeby było bezpieczniej i w ogóle lepiej...
Pytania mamy dwa:
1. Jak to w ogóle możliwe, że nie wygrała oraz
2. Jaką minę miało pedagogiczne grono słysząc takie deklaracje?
6 komentarzy:
fucha będzie jeszcze jej :D aż żałuję, że ja takiej przewodniczącej nie miałam... ;p
Chyba idzie w ślady mamy...
C.K.
O przepraszam:) ja przewodniczącą nie chciałam być.Zadowalałam się byciem zastępca- bezpieczniejsza funkcja:))
mama
...nie przepraszaj to nie Twoja wina...
Zigi
kiedy następny wpis??? Czekamy!
C.K.
Po mistrzostwach :-P
Prześlij komentarz